Abp Wacław Depo: Maryja nas jednoczy!

6Bliższa i dalsza rodzina, przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń archidiecezji częstochowskiej, mediów, osoby życia konsekrowanego oraz wielu innych gości towarzyszyło Arcybiskupowi Metropolicie Częstochowskiemu Wacławowi Depo 24 września.

W tym dniu Arcybiskup tuż przed swoimi urodzinami i imieninami podczas Mszy Świętej w kościele seminaryjnym pw. Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana w Częstochowie, dziękował za dar życia i wiary. Zwrócił także uwagę na dylematy współczesnego społeczeństwa, które nie interesuje się tym, co prawdziwe. Cytując Cypriana Kamila Norwida, Arcybiskup podpowiedział, jak zachować równowagę: „aby nie było zawrotu głowy, która odwraca się od prawdy, ale również trzeba dbać o to, aby nie było zamętu w sercu i sumieniu”. Podkreślił także jak ważne dla Kościoła jest świadectwo osób świeckich, osób, które dogłębnie znają tak swoją religię, jak i historyczną tożsamość i nie boją się stawać w ich obronie. Niezwykle aktualne są te słowa Arcybiskupa w czasach, kiedy próbuje się wmówić ludziom, że powinni być społeczeństwem bez mocnych korzeni, tak wiary, jak i narodowej przynależności, a drzewo bez korzeni, jak wiemy, szybko upadnie.

Po Mszy Świętej, którą razem z Arcybiskupem koncelebrowali biskup senior Antoni Długosz, ks. prałat Marian Szczerba, ks. dr Grzegorz Szumera oraz blisko stu kapłanów z archidiecezji, odbyło się w Auli im. św. Jana Pawła II spotkanie, podczas którego kapłani oraz wierni mogli osobiście złożyć życzenia. W tym gronie nie mogło zabraknąć przedstawicieli Fundacji Wiara i Książki.

Arcybiskup Wacław Depo urodził się i wczesną młodość spędził w Szydłowcu, zaś jego droga duszpasterska po skończeniu Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu prowadziła poprzez Stromiec, Radom, Lublin i Zamość aż do Częstochowy. 29 grudnia 2011 r. papież Benedykt XVI mianował go arcybiskupem metropolitą częstochowskim.

Oczywiście dołączamy się do życzeń i – cytując biskupa seniora Antoniego Długosza – „Życzymy wiary, która pokonuje trudności, nadziei, która nie zawodzi i miłości, która wszystko zwycięża!”

Młodzież na start! – św. Stanisław Kostka patron młodych

młodziAnioł podający Komunię, Dzieciątko na ręku, krucyfiks, laska pielgrzymia, różaniec – to główne atrybuty św. Stanisława Kostki. Święto patrona Polski, Litwy, ale także archidiecezji warszawskiej i łódzkiej, diecezji chełmińskiej i płockiej oraz Gniezna, Lublina, Lwowa, Poznania i Warszawy obchodzimy 18 września.

Na całym świecie wspomnienie św. Stanisława przypada 13 listopada (rocznica zezwolenia na odprawianie mszy świętej i brewiarza o Stanisławie). Polski Kościół zdecydował się na odstępstwo od tej „reguły”, przenosząc wspomnienie Świętego na wrzesień. Tym samym patron polskiej młodzieży, studentów i nowicjuszy może błogosławić powracającym do szkół młodym ludziom. A zatem… na start za św. Stanisławem Kostką, edukację i naukę moralną można zacząć :).

Święty zapisał się również na kartach historii. Jego wstawiennictwu i orędownictwu przypisuje się zwycięstwo nad Turkami pod Chocimiem oraz wygranie bitwy pod Beresteczkiem. A przypomnieć trzeba o tym, że obie bitwy zapisały się złotymi zgłoskami w historii polskiego oręża.

Święty Stanisław Kostka jest niezwykle „popularny”, jeśli można w stosunku do niego użyć tego określenia, w Polsce, ale również i na całym świecie. Świadczy o tym fakt, że jest on patronem wielu szkół, parafii i instytucji katolickich. Jego relikwie spoczywają m.in. w kościele św. Andrzeja na Kwirynale w Rzymie, a w Polsce – od 2011 roku – w kościele św. Stanisława Kostki w Sulechowie.

Jak pisze w książce „Święty Stanisław Kostka” ksiądz Janusz Cegłowski: „Umiał przeciwstawić się naciskom grupy, być sobą, być wolnym”. Szczególnie obecnie te cechy powinny być pielęgnowane w młodych ludziach.

Modlitwa do św. Stanisława Kostki (za: Wielka księga modlitw, red. I. Korpyś, P. Szulc, wyd. Sfinks, Częstochowa 2014. ISBN 978-83-63624-47-7, s. 586-587)

Święty Stanisławie Kostko, Ozdobo Narodu Polskiego, w czystości i w strzeżeniu się najmniejszego grzechu wcielony Aniele i Serafinie tak gorejący miłością Boską, że aż Ci ochłodę do piersi przekładać musiano. Ani nienawiścią brata, ani groźbami ojca Twego, nadzieją czekających Cię honorów, od służby Bożej oderwany jesteś, wyjednaj mi statek u Pana Boga, żeby mnie ani utrapienie, nagość ani głód, ani moc i siła, ani respekt, ani affekt, ani rozkosz, ani śmierć sama nie oderwała od miłości Stwórcy mego. Uproś mi gorącego ducha w nabożeństwie do Najświętszego Sakramentu, godne i częste przyjmowanie, bez niego nieumieranie, uproś mi affekt gorący do Najświętszej Maryi Panny, abym też i ja miał(a) ją za Matkę, w życiu i przy śmierci. Przy tym, Święty Ziomku nasz, bądź prawdziwym patronem naszym, broniąc nas od wojen, od utraty własnego dobra, od niezgody w radach, broniąc od zdrad nieprzyjacielskich, a zachowując w starożytnej żarliwości. Żeby ją z Ciebie, Rodaka Świętego, jest teraz Bogu chwała, tak i z nas, i wszystkich była. Amen.

Kalendarium życia Św. Stanisława Kostki

1550 – narodziny w Rostkowie pod Przasnyszem

24 lipca 1564 – rozpoczęcie nauki w szkole jezuickiej w Wiedniu

grudzień 1565 – ciężka choroba i pierwsze wizje Stanisława (najpierw objawiła Mu się św. Barbara z dwoma aniołami, podając Komunię Świętą, a następnie – Matka Boża pozwoliła potrzymać w ramionach Dzieciątko Jezus), po których nastąpiło ozdrowienie

10 sierpnia 1567 – ucieczka z Wiednia do Bawarii (650 kilometrów pieszo!)

1568 – śluby zakonne

10 sierpnia 1568 – początek malarii

14 sierpnia 1568 – ostatnie objawienia Matki Bożej

15 sierpnia 1568 – Święto Wniebowzięcia NMP – śmierć św. Stanisława

1570 – otwarcie grobu, znalezienie nietkniętego rozkładem ciała

1602-1604 – pozwolenie papieża Pawła VI na kult i proces beatyfikacyjny

1714 – wydanie przez Klemensa XI dekretu kanonizacyjnego

31 grudnia 1726 – kanonizacja dokonana przez papieża Benedykta XIII

1671 – od tego roku św. Stanisław Kostka jest patronem Polski

Warto przeczytać:

ks. Gniła Rafał, Święci i błogosławieni każdego dnia. Imiennik według Kalendarza Liturgicznego Kościoła Katolickiego, wyd. Piętka, Katowice 2016, ISBN 978-83-7345-732-4.

Maryom-Golonka Joanna, Patroni Polski, Wydawnictwo M, Kraków 2014. ISBN 978-83-7595-901-7.

Święci na każdy dzień, red. AD Books S.r.l., Florencja, wyd. Jedność, Kielce 2006. ISBN: 978-83-7660-517-3

Wielka księga modlitw

Święto Krzyża – czas na przemyślenia

krzyż
– Nie chcę myśleć, że to był krzyż z drzewa. – pisał w swoich „Rozważaniach Drogi Krzyżowej” kardynał Stefan Wyszyński – Owszem, pomyślę, że to był ciężar świata, ciężar człowieczeństwa, że to był i ten ciężar, który w pewnej cząstce na mnie spada. A więc mój krzyż i mój ciężar.

Połowa września to zdecydowanie dobry moment, abyśmy choć przez chwilę zatrzymali się i pomyśleli, na czym polega wieloznaczność i wyjątkowość symboliki związanej z najważniejszą chrześcijańską relikwią. Jej odnalezienie zawdzięczamy cesarzowej Helenie, uznawanej za świętą zarówno przez katolików jak i prawosławnych. Według podań – to właśnie matka cesarza Konstantyna 14 września 325 roku podczas poszukiwań w Jerozolimie odnalazła trzy drewniane krzyże z trzema gwoździami.

Burzliwa historia krzyża to jedno, natomiast sam symbol pełni w życiu każdego chrześcijanina wyjątkową rolę. Przypomina, że nie jesteśmy samotni, ponieważ – jak pisze dalej kardynał Wyszyński – Nie idę sam, mój krzyż niesie mój Bóg. Jest nas dwóch: On i ja.

Wielcy literaci, malarze, muzycy, artyści przez wieki nawiązywali do motywu krzyża, który stał się nieodłącznym elementem naszej codzienności. Dlatego też właśnie dziś – słowami księdza Jana Twardowskiego zachęcamy do kontemplacji. Święto Podwyższenia Krzyża pozwala nam bowiem przypomnieć sobie, jak wielką ofiarę poniósł Jezus Chrystus, abyśmy mogli osiągnąć życie wieczne.

Ks. Jan Twardowski Krzyż (fragment)

Mój krzyż co przyszedł z niewidzialnej strony

zna samotność w spotkaniu przy stole

niepokój i spokój bez serca bliskiego

wie że mąż wzdycha częściej niż kawaler

nie dziwi się już Hegel że w szkole dostawał po łapie

nie każdy go rozumiał

krzyż wszystko uprości

(…)

z krzyżem jest się na zawsze by sprzeczać się co dzień

jeśli go nie utrzymasz to sam cię podniesie

a szczęście tak jak zawsze o tyle o ile

bywa że się uśmiecha gdy myśli zapewne

chce mnie zrzucić

zobaczysz że ciężej beze mnie

Ciekawostki:

122 – tyle świątyń (kościołów i cerkwi) pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego znajduje się w Polsce

INRI – Ewangelia wg św. Jana mówi o tabliczce z inicjałami przymocowanej do krzyża nad głową Jezusa. Ów skrót od słów Iesus Nazarenus Rex Iudaeorum oznacza „Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski”.

Warto przeczytać:

Górny Grzegorz, Rosikoń Janusz, Świadkowie tajemnicy. Śledztwo w sprawie relikwii Chrystusowych, Rosikoń Press, Warszawa 2013. ISBN 978-83-62981-32-8.

Skazany na śmierć. Historia męki i zmartwychwstania Pańskiego, Wydawnictwo Sfinks, Częstochowa 2013. ISBN 978-83-63624-14-9.

Skazany na śmierć – Rozważaj, duszo, chrystusowe rany – L Mozaika

Biblia Papieska z komentarzami Świętego Jana Pawła II – Biblia L 1050 – Lecie Chrztu Polski

„Skąd się bierze w Polsce tyle rozwodów?”

OK

 

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny w Polsce dramatycznie wzrasta liczba rozwodów. Każdego roku rozpada się trzecia część zawieranych małżeństw. Skąd takie złe statystyki? Dlaczego tak się dzieje? Nie łatwo wypracować jednolitą i prawdziwą diagnozę, gdyż kompleksowo nie można rozpatrywać odmiennego charakteru każdego małżeństwa. Pokuszę się jednak o to, by zastępując ściśle określone badania naukowe zastąpić wyjątkowo pojemnym określeniem wydaje mi się. No może nawet jestem przekonany, choć nie chce i nie będę podawał żadnego przypisu do moich opinii.

Po pierwsze świat przyspieszył. Młodzi ludzie wciąż za czymś gonią. Dawniej mówiono, że się dorabiają. Praca, dom, praca, dom. W ciągłym biegu. Nie ma czasu na solidny odpoczynek, rozmowę, wspólne bycie razem. Przychodzi zmęczenie, rozdrażnienie i nerwy. Wtedy wszystko jest źle. Złe zachowanie, odezwanie się do siebie i złe myśli, które wciąż powracają. Przestaje się rozmawiać, bo często pojawia się wrażenie, że po co się kłócić i właściwie mur między małżonkami sam rośnie. Nawet do końca nie wiedzą kiedy, a już między sobą mają wzniesioną potajemnie i wysoką po niebo przeszkodę. To jednak może i dałoby się przezwyciężyć gdyby nie kolejne okoliczności.

Po drugie odległości. W czasach moich rodziców praca była zazwyczaj na miejscu. Pewnie nie dla wszystkich, ale często się zdarzało, że młody człowiek przyjmując się do swojego pierwszego zakładu pracy, odbierał z niego po latach dokumenty potrzebne do uzyskania emerytury. Obecnie to prawie nie do pomyślenia. Zmieniły się realia. Dziś ważnym elementem w CV powinno być – dyspozycyjny. Praca w delegacji lub całkiem za granicą powoduje, że młodzi ludzie często zaraz po zawarciu związku małżeńskiego żyją jakby dwoma odrębnymi życiami. Każde swoim. Choć pewnie czasem one się ze sobą łączą to zazwyczaj nie trwa to zbyt długo. Np. kierowca ciężarówki w systemie trzy tygodnie w pracy, a tydzień w domu. Wielu takich dziś znajdziemy. Sądzę, że to jeszcze nie najgorszy scenariusz. W takiej sytuacji żona musi sobie w domowych sprawach radzić sama. Sama wraca z pracy zajmuje się domem i dziećmi i sama uczestniczy we wszystkim, co z dziećmi związane. Pierwszy ząbek, pierwsze słowo czy później występ w przedszkolu. Takie historie miną pracującego daleko tatę i męża. Zostaną tylko telefoniczne, krótkie rozmowy, czy tzw. Skype.

Po trzecie dzieci. Tu ciekawostka. Wspomniany już przeze mnie GUS analizując temat rozwodów zauważył pewną prawidłowość. Im więcej dzieci tym statystyczne prawdopodobieństwo rozwodu znacznie maleje. Można ująć to w taki sposób, że dla każdego małżeństwa najlepszym spoiwem są rodzone i wychowywane wspólnie dzieci. Dla mnie było to autentycznie zaskakujące, że rodzący się maleńki człowiek, ma taką siłę łączącą związki małżeńskie. Dochodzimy, więc powoli do pewnych konkretnych spostrzeżeń. Małżonkowie mający dzieci, od samego początku ich życia uczą się wspólnie żyć, dla kogoś. W tej właśnie relacji nie najważniejsze są osobiste pragnienia czy oczekiwania, ale właśnie wspólna troska o rodzące się nowe życie. Najpierw w łonie matki,
a później rzecz jasna poza nim.

Po czwarte wartości. Jako duszpasterz widzę to wyraźnie, że człowiek buduje świat wokół siebie na fundamencie swoich własnych wartości. Czym jednak one są? Nazwę je tak roboczo priorytetami. Czyli można rzec, że człowiek bardzo często w dzieciństwie ma położony przez rodziców fundament pod budowanie własnego życia. Tego szuka w całym życiu co jest dla niego ważne. Ten kto widział w swoim rodzinnym domu autentyczną miłość swoich rodziców. Kto patrzył na ich wzajemne relacje i budował się ich wzajemną życzliwością, będzie starał się to przenieść do swojego życia. Może nie zawsze skutecznie, bo przecież małżeństwo to przecież związek dwojga odrębnych i często całkowicie różnych osób. Z pewnością jednak będzie próbował. Tak samo rzecz się ma w sprawach wiary. Dziecko, które widzi modlącego się ojca czy matkę także uwzględni Pana Boga w swoim życiu. Sam pamiętam, że jako dziecko czasem wchodziłem wieczorem do pokoju rodziców i widziałem swojego tatę, zmęczonego po pracy, ale jednak modlącego się. Klęcząc trzymał twarz w swoich rękach. Tego rodzaju obrazy zostają w wyobraźni i wspomnieniach dziecka na całe życie.

Wreszcie po piąte wizja małżeństwa. Czasem tłumaczę tę sprawę młodzieży używając pewnego porównania. Małżeństwo sakramentalne nie może być podobne do umowy kupna-sprzedaży samochodu. Sakrament nie jest tylko jakąś umową, w której zawierający ją zgadzają się na widoczne wady współmałżonka i mają gwarancję rozruchową na jakiś czas. W razie czego wiedzą jednak, że umowę można rozwiązać i „towar” zwrócić. Tego rodzaju wizję lansuje np. polskie prawo małżeńskie. Wystarczy brak zgodności charakteru czy rozpad pożycia małżeńskiego i na drugiej wizycie w sądzie sprawa się kończy. Tylko koszty trzeba pokryć i podzielić majątek. Sakrament małżeństwa nie jest jakąś tam umową. Tłumaczę to zawsze w ten sposób, że w sakramencie małżeństwa małżonkowie oddają sobie nawzajem prawo własności do siebie. Skutkiem tego aktu jest to, że ani on, ani ona nie jest już właścicielem siebie. Jego akt własności spoczywa w sercu współmałżonka. Pewnie, że to tylko metafora, ale wiele mówiąca o sakramencie małżeństwa. Żona posiadająca akt własności do męża może swobodnie mu powiedzieć: nie podoba mi się Twoje postępowanie. Mąż natomiast może także pokusić się o ripostę: zbyt długo siedzisz przed komputerem. I nie chodzi tu jedynie o jakieś wzajemne „wypominki”, ale o autentyczną troskę o siebie nawzajem. Tylko wzajemne zabieganie o zawiązany przed Bogiem sakramentalny węzeł może być gwarancją, która nie boi się próby czasu.

Podsumowując chciałbym się posłużyć zasłyszaną kiedyś historią. W sakramentalnym małżeństwie i chrześcijańskiej rodzinie muszą cały czas być obecne trzy stoły. Pisałem już kiedyś o wartości i ważności stołu w kuchni, na którym, a raczej przy którym powinno się rozgrywać rodzinne i małżeńskie życie. To przy kuchennym stole nie może zabraknąć nikogo i nie może zabraknąć wspólnej i szczerej rozmowy. Drugi stół to stół małżeńskiego łoża. Na tym stole dokonuje się ofiara małżonków z siebie nawzajem. Łoże musi łączyć i budować relacje małżeńskie. I wreszcie trzeci stół, od którego właściwie powinienem rozpocząć – Stół Eucharystii, do którego powinna zasiadać każda chrześcijańska rodzina nie tylko regularnie, co tydzień, ale najlepiej także razem. Te trzy stoły to klucz do odpowiedzi na tytułowe pytanie. Gdzie brakuje tych trzech stołów to małżeństwo i rodzina słabnie i z czasem nie ma siły na trwanie i zatroskanie, gdyż brakuje pożywienia, brakuje pokarmu. Każdy z tych stołów odpowiada, tak symbolicznie, za konkretną sferę ludzkich potrzeb. Na płaszczyźnie fizycznej, psychicznej i duchowej rozgrywa się budowanie dobrego i świętego małżeństwa. Stąd warto przemyśleć sobie osobiście czy trzy stoły w małżeństwie rzeczywiście odgrywają tak istotną rolę. Zostawiam drogich Czytelników z pewnym niedosytem, ale robię to celowo, by nie zabrakło osobistej refleksji, a może nawet protestu przeciwko temu co chciałem Wam przekazać. Niech każdy z Was sam, osobiście przyjrzy się swojemu otoczeniu i oceni czy w tym tekście znajduje się choć krzta prawdy. I proszę nie mówić, że takie są czasy, albo że świat się zmienił. To my ludzie budujemy świat i zmieniamy czasy, w których żyjemy.

Ks. Sławomir Bednarski – prezes fundacji „Servire homini” – (tekst ze stałej rubryki ks. Sławomira: „Oczami Wiejskiego Wikarego”z ogólnopolskiego kwartalnika „Apostoł Miłosierdzia Bożego”).

„”Początkiem dobrych czynów jest wyznanie złych”. Św. Augustyn

Stein

Idee mają konsekwencje

Od dłuższego czasu zadaję sobie pytanie: czy Europa jaką znamy przetrwa obecną próbę, związaną z masowym napływem imigrantów? Czy może przyjdzie nam żyć w ciągu kilkudziesięciu lat w Emiratach Wielkopolski czy Sułtanacie Mazowieckim? Nie ma rzecz jasna łatwej odpowiedzi na tak postawione pytania, ale sytuacja nie wygląda zbyt optymistycznie. Z jednej strony żyjemy pod nieustannym pręgierzem propagandy medialnej, która nie pozwala samodzielnie myśleć, a z drugiej to co się dzieje jest tak nowe i nieprzewidywalne, że nie wiadomo co należałoby zrobić, aby wyjść z opresji możliwie bez szwanku.

Przypominam sobie z historii kilka najazdów muzułmanów na Europę. 1571 rok pod Lepanto, gdzie stoczono największą w tamtych czasach bitwę na morzu. Zagrożenie zostało oddalone, choć ceną była olbrzymia liczba ofiar. Następnie rok 1683. Bitwa pod Wiedniem i starcie husarii pod dowództwem króla Polski Jana III Sobieskiego z Imperium Osmańskim. Wielkie zwycięstwo. Niestety te historyczne triumfy są dziś jedynie wspomnieniem. Sytuacja zmieniła się diametralnie. Powszechnie od kilkudziesięciu już lat w Europie trwa rewolucja multi-kulti czyli celowe i programowe mieszanie kultur. Zakłada się, że po wymieszaniu różnych języków, tradycji, wartości każda z kultur mieszających się zostanie ubogacona przez tę drugą, nową. Czy to jednak możliwe?

Już Feliks Koneczny, znawca tego tematu ostrzegał, że przy starciu się dwóch obcych cywilizacji zawsze zwycięży ta niżej stojąca. Europa podcinając od lat korzenie, z których wyrosła dziś nie ma już niczego czym mogłaby się obronić. Nie ma wartości wypływających z Ewangelii, które przez wieki ustawiały relację każdego człowieka do Boga i ludzi. Nie ma woli walki o swój dom i życie. Nie ma także żadnego sensownego argumentu, który poderwałby z letargu ludzi żyjących we współczesnej Europie. Wydaje się, że mieszkańcom „starego kontynentu”, jest wszystko jedno, bo wiara, wartości, moralność to jedynie „prywatna sprawa człowieka”, która dziś nie ma większego znaczenia.

Zapomina się dziś, że idee mają konsekwencje. Jeżeli najważniejsze dla człowieka stają się pełny brzuch i ciepła woda w kranie, jest całkowicie bezbronny. I nie chodzi mi tu o rozbrojenie militarne, a o bezbronność wewnętrzną. Bo cóż może zdziałać współczesny człowiek w sytuacji kryzysu? Ponarzekać? Potupać nogami? Obrazić się na cały świat? Jesteśmy w Europie całkowicie bezbronni i to na własne życzenie. I właśnie w tej nowej rzeczywistości przychodzi nam się zmierzyć z nową sytuacją. Setki tysiące ludzi ze wschodu stoją u bram Europy i czekają na przyjęcie. Setki tysięcy już jest i próbuje się rozgościć, żądając zasiłków, dachu nad głową, jedzenia, lekarstw
i co najważniejsze azylu.

Znam statystyki, że w krajach objętych wojną żyje ponad 60 milionów ludzi, którzy prędzej czy później będą się poważnie zastanawiać czy nie wyruszyć za swoimi ziomkami do cudownego świata, w którym nie trzeba pracować, a pieniądze lecą z nieba za nic nie robienie. W tym miejscu warto przypomnieć wskazówkę św. Pawła z 2 Listu do Tesaloniczan: „Kto nie chce pracować, niech też nie je”. Czy to słuszna droga, by swoim obywatelom wypłacać rodzinne w wysokości kilkudziesięciu złotych, a imigrantom i to takim, którzy nie zamierzają pracować fundować „wczasy” na koszt podatnika? Z pewnością to błędna droga i trzeba czym prędzej wrócić do podstawowych zasad ewangelicznych. Nie należy także zbytnio martwić się o cudze dzieci, jeśli własne nie mają stosownych warunków do życia.

Dodatkowo można zaobserwować medialny chaos towarzyszący napływowi setek tysięcy imigrantów. Choćby chaos semantyczny. Bo przecież uchodźca jak nazywa się imigrantów to kategoria prawna. Ucieka ze swojego rodzimego kraju z powodu wojny, prześladowań terroru politycznego, a nie z powodu łatwego życia i korzystania z gościnności krajów Europy. Niewielki procent tych, którzy już przybyli spełnia to wymaganie prawne. Reszta to zwyczajni nielegalni imigranci, którzy powinni być deportowani do granicy i wypuszczeni. Uchodźcom zaś należy się azyl, zgodnie z prawem międzynarodowym, ale w najbliższym państwie nie ogarniętym wojną.
Z pewnością więc, nie są to kraje Europy. Stare łacińskie przysłowie powiada: Dura lex sed lex, czyli twarde prawo lecz prawo. Należałoby go przestrzegać, ale i tego już nie ma u schyłku cywilizacji.

Ciekawą też sprawą jest to, że państwa najbliższe religijnie i kulturowo nie mają zamiaru przyjmować imigrantów. Jak odpowiedziały władze Arabii Saudyjskiej na zarzut bierności? Nie będziemy przyjmować imigrantów, gdyż mogą być wśród nich terroryści. W krajach Europy się tego nie boją? Kolejne przysłowie mówi, że „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Ale nie w naszym przypadku. Dajemy wiarę bezpodstawnym zapewnieniom, że wszystko będzie dobrze i nie ma się o co martwić. Hmm faktycznie? Nie znam powodów, które kierują rządzącymi w tej polityce imigracyjnej XXI wieku, ale wątpliwości jest więcej niż pewności. I jeszcze te zapewnienia tzw. celebrytów, którzy deklarują, że mogą nawet zaprosić imigranta do swojego domu na stałe. Mijają miesiące od pierwszej fali imigracji i nie są powszechnie znane takie sytuację, żeby któryś z tych zapowiadających przyjął nieproszonych gości na stałe pod swój dach.

Jeszcze sprawa unijnego prawa łączenia rodzin. Tysiące imigrantów to w większości młodzi mężczyźni, którzy samotnie przemierzają setki kilometrów i przepływają w pontonach przez morze. Kiedy już osiedlą się w którymkolwiek państwie europejskim będą mogli zażądać na podstawie wspomnianego prawa, aby na koszt państwa, które go przyjęło ściągnąć mu resztę rodziny. Łatwo można policzyć, że z tych setek tysięcy zrobią się miliony. Czy Europa jest w stanie to wytrzymać? Czy konsumpcyjne społeczeństwo może stawić czoła temu nowemu zjawisku, którego nigdy wcześniej w świecie nie było?

Wielu spośród moich kolegów i znajomych czuje się bardzo niekomfortowo, gdy wypowiadając swoją opinię na temat imigrantów słyszy odpowiedź, że Polacy też wyjeżdżają. To prawda, ale czy jest w takim porównaniu sens? Polacy wyjeżdżają, by ciężko pracować. Nie zamierzają w żadnym kraju pobytu być ciężarem, raczej są cenionymi pracownikami czy przedsiębiorcami. Pracują dużo i solidnie nie czekając ma zasiłek czy mieszkanie. Co więcej w naszym kraju nie znajdziemy ani jednej grupy terrorystycznej, która podkładałaby bomby czy obcinała ludziom głowy. Wśród imigrantów są i tacy, którzy należą do tajnych grup terrorystycznych. Co rusz pojawia się nowe nazwisko i nowa twarz człowieka, który został przygotowany, by walczyć o swoje wartości czy swoją wiarę.

Wspomniałem w tytule, że idee mają konsekwencje. To nie tak jak myślą zwolennicy multi-kulti, że w zderzeniu dwóch różnych i obcych sobie cywilizacji, obie zostaną ubogacone. Czeka nas z pewnością trudny czas. I choć przemiany będą postępowały stopniowo i powoli, to warto i trzeba nam mówić jasno czego się obawiamy i dlaczego nasza staropolska gościnność w przypadku fali imigrantów jest czasowo zawieszona. Byłbym może nawet skłonny na wiele ustępstw w swoich obawach i wątpliwościach, gdybym zauważył reakcję wzajemną. Jeśli w krajach muzułmańskich przestanie się zabijać chrześcijan. Jeżeli przestanie się prześladować, straszyć wypędzać z powodu Chrystusa. Jeżeli posiadanie Pisma Świętego nie będzie karane śmiercią. Mógłbym wiele moich wątpliwości odsunąć i zapomnieć, ale niestety wzajemności w relacjach nie ma i pewnie nie będzie. Europa otworzyła granicę dziś, konsekwencje tej decyzji przyjdzie poznać jutro. Oby nie spełniła się wypowiedziana przed laty przestroga jednego z przywódców muzułmańskich, że zdobędą Europę brzuchami swoich kobiet. Zostawiam Czytelników z refleksją o przyszłości, gdyż tylko powrót do wartości ewangelicznych, które zbudowały Europę jest lekarstwem na chorobę multi-kulti.

Autor tekstu – Ks. Sławomir Bednarski – prezes fundacji „Servire homini” (Teksst ukazał się w ogólnopolskim kwartalniku „Apostoł Miłosierdzia Bożego”)

Podsumowanie 19. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie

Kraków na cztery dni stał się stolicą książki. W dniach 22-25 października odbyły się 19. Międzynarodowe Targi Książki. To cykliczne wydarzenie cieszy się ogromnym zainteresowaniem zarówno ze strony wystawców, jak i czytelników. W tegorocznej edycji wzięło udział ponad 700 wystawców nie tylko z Polski, ale i z różnych zakątków świata. Bardzo dobrze zaprezentowali się litewscy twórcy książek.

Nasz sąsiad z okazji 25. rocznicy odzyskania niepodległości został zaproszony do udziału w Targach jako gość honorowy. Litewską literaturę reprezentowali tacy autorzy, jak m.in: Kristina Sabaliauskaitė, Kęstutis Kasparavičius, Herkus Kunčius, Alvydas Šlepikas, Leonidas Donskis.

Łowcy autografów i miłośnicy literatury mogli spotkać się z ulubionymi autorami. Profesor Jerzy Bralczyk, o. Leon Knabit, Magdalena Celuch, Wojciech Cejrowski, Jack Clemence, Anna Dymna, Dariusz Dziekanowski, Katarzyna Grochola, to niektórzy spośród licznych twórców, którzy spotkali się z czytelnikami.

Podczas tego święta książki nie mogło zabraknąć również nas. Staramy się krzewić zamiłowanie do literatury. Targi były dla nas niezwykłą okazją do spotkania z ludźmi dobrej woli. Dziękujemy Wam za czas, jaki nam poświęciliście, i wsparcie, jakie nam okazaliście.

19 Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie

W dniach 22-25 października w Krakowie odbędą się 19. Międzynarodowe Targi Książki. Impreza każdego roku przyciąga wystawców z całego świata oraz dziesiątki tysięcy czytelników. Jest to jedno z największych tego typu wydarzeń kulturalnych w Polsce. Pierwsze targi odbyły się w 1997 roku. Uczestniczyło w nich 160 wystawców oraz niemal 5 tysięcy zwiedzających. Z każdym kolejnym rokiem przybywało uczestników. W poprzedniej, 18. edycji targów, uczestniczyło aż 700 wystawców z Polski i świata oraz blisko 60 tysięcy zwiedzających.

Organizatorzy, jak zwykle, dołożyli wszelkich starań, aby zwiększyć frekwencję, na zwiedzających czekają liczne atrakcje. Jedną z nich jest robot NAO, który wyrecytuje fragmenty komiksów. Uczestnicy będą mieli sposobność zapoznać się z litewską literaturą współczesną, jako że Litwa z okazji 25. rocznicy odzyskania niepodległości jest honorowym gościem targów. Nie zabraknie rodzimych autorów, miłośnicy literatury będą mieli możliwość spotkania się m.in. z Wojciechem Cejrowskim, Sylwią Chutnik, Ignacym Karpowiczem, Hanną Krall, Adamem Zagajewskim czy też Jakubem Żulczykiem. Miłośnicy pięknych książek zobaczą prawdziwą księgarską gwiazdę, unikatowe wydanie dzieła Mikołaja Kopernika „O obrotach sfer niebieskich”. To ekskluzywne wydanie zdobi ponad 200 kamieni (turkusy, malachity, korale i bursztyny). Warto zobaczyć tą niezwykłą publikację.

My również zapraszamy na targi. Nasza fundacja przywita Was na stoisku C 18 w Hali Wisła.

Kto z Was wybierze się do Krakowa?

Dobra Pani – Święta Jadwiga

Matejko_Jadwiga

 

Ze złamaną nogą nie szło się do szpitala. Owszem, trudno jest chodzić, gdy nogi zostały uszkodzone. Ale średniowieczne szpitale nie zajmowały się leczeniem, a przynajmniej nie było to ich głównym zadaniem. Szpital wyobrażamy sobie jako miejsce pełne chorych, w którym znajdą oni pomoc lekarską, trudno uwolnić się nam od takiego współczesnego skojarzenia. Czym zatem zajmowały się średniowieczne domy szpitalne? Realizowały ideę chrześcijańskiego miłosierdzia. W nich schronienie znajdowały osoby ubogie, starsze i potrzebujące. Tu również gościnę mogli otrzymać pielgrzymi. Początkowo leczeniem albo nie zajmowano się w ogóle, albo traktowano je jako poboczną formę działalności szpitala. Dopiero w XIV wieku szpitale stały się miejscem, w którym chorzy mogli znaleźć przede wszystkim pomoc lekarską, a nie tylko strawę i kąt do spania.

Wielu historyków początków szpitalnictwa dopatruje się w starożytności, za przykład podawane są świątynie egipskich, greckich i rzymskich bogów opiekujących się medycyną. Jakkolwiek by nie było, to nie ulega wątpliwości fakt, że w średniowieczu nastąpił olbrzymi rozwój hospitalizacji, co było dużą zasługą Kościoła. Cieszyły się one licznymi przywilejami, pozwalającymi im funkcjonować i nieść pomoc potrzebującym.

Fundatorami szpitali często były osoby prywatne. Arystokraci, bogaci mieszczanie oraz władcy zakładając szpitale dzielili się częścią swojego majątku z potrzebującymi. Wiele takich placówek powstało w Polsce dzięki staraniom królowej Jadwigi. Monarchini cechowała się roztropnością i miłosierdziem. Szczególnie ta druga cecha jej charakteru skłaniała ją do niesienia pomocy potrzebującym. Oprócz wkładu w rozwój szpitalnictwa, Święta Jadwiga wiele uwagi poświęcała trosce o edukację polskiej młodzieży. To jej Akademia Krakowska zawdzięcza wsparcie. Królowa w testamencie zapisała uczelni spory majątek.

Święta Jadwiga była monarchinią, która odznaczała się nieczęsto występującym u rządzących darem empatii. Wrażliwa była na każdą krzywdę wyrządzoną słabszym. Gdy świta królewska niesłusznie zarekwirowała chłopom majątek, królowa ujęła się u swego męża za pokrzywdzonymi. Jagiełło po naprawieniu niesprawiedliwości zapytał małżonkę, czy teraz jest zadowolona, ona pomna strapienia, jakiego doświadczyli owi chłopi, odpowiedziała „A kto im łzy przywróci?”

Poddani darzyli królową wielkim szacunkiem za jej przymioty: pobożność, dobroć, miłosierdzie, roztropność. Po śmierci Jadwigi lud dostrzegając w niej świętą zaczął otaczać ją kultem. Z różnych przyczyn kanonizację Jadwigi odkładano w czasie. Dopiero w 1997 roku papież Jan Paweł II ogłosił ją świętą. Jadwiga jest patronką Polski i apostołką Litwy. Jej wspomnienie w polskich kościołach obchodzimy 8 czerwca każdego roku. Święta Jadwiga dzięki swojej charytatywnej działalności okryła się wielką chwałą.