Abp Wacław Depo: Maryja nas jednoczy!

6Bliższa i dalsza rodzina, przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń archidiecezji częstochowskiej, mediów, osoby życia konsekrowanego oraz wielu innych gości towarzyszyło Arcybiskupowi Metropolicie Częstochowskiemu Wacławowi Depo 24 września.

W tym dniu Arcybiskup tuż przed swoimi urodzinami i imieninami podczas Mszy Świętej w kościele seminaryjnym pw. Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana w Częstochowie, dziękował za dar życia i wiary. Zwrócił także uwagę na dylematy współczesnego społeczeństwa, które nie interesuje się tym, co prawdziwe. Cytując Cypriana Kamila Norwida, Arcybiskup podpowiedział, jak zachować równowagę: „aby nie było zawrotu głowy, która odwraca się od prawdy, ale również trzeba dbać o to, aby nie było zamętu w sercu i sumieniu”. Podkreślił także jak ważne dla Kościoła jest świadectwo osób świeckich, osób, które dogłębnie znają tak swoją religię, jak i historyczną tożsamość i nie boją się stawać w ich obronie. Niezwykle aktualne są te słowa Arcybiskupa w czasach, kiedy próbuje się wmówić ludziom, że powinni być społeczeństwem bez mocnych korzeni, tak wiary, jak i narodowej przynależności, a drzewo bez korzeni, jak wiemy, szybko upadnie.

Po Mszy Świętej, którą razem z Arcybiskupem koncelebrowali biskup senior Antoni Długosz, ks. prałat Marian Szczerba, ks. dr Grzegorz Szumera oraz blisko stu kapłanów z archidiecezji, odbyło się w Auli im. św. Jana Pawła II spotkanie, podczas którego kapłani oraz wierni mogli osobiście złożyć życzenia. W tym gronie nie mogło zabraknąć przedstawicieli Fundacji Wiara i Książki.

Arcybiskup Wacław Depo urodził się i wczesną młodość spędził w Szydłowcu, zaś jego droga duszpasterska po skończeniu Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu prowadziła poprzez Stromiec, Radom, Lublin i Zamość aż do Częstochowy. 29 grudnia 2011 r. papież Benedykt XVI mianował go arcybiskupem metropolitą częstochowskim.

Oczywiście dołączamy się do życzeń i – cytując biskupa seniora Antoniego Długosza – „Życzymy wiary, która pokonuje trudności, nadziei, która nie zawodzi i miłości, która wszystko zwycięża!”

17 września – początek dramatu Polaków

agresja fot
Bez wypowiedzenia wojny, wbrew wszelkim podpisanym umowom armia Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich 17 września 1939 roku zaatakowała nasz kraj. W dyplomatycznej nocie usprawiedliwiającej te działania napisano, że państwo polskie uległo rozpadowi, członkowie rządu uciekli, a mienie i obywateli należy chronić przed wojną.

Wszelkie podpisane przez Polaków traktaty utraciły ważność, a w wyniku ataku Sowieci zajęli powierzchnię zamieszkałą przez 13 milionów ludzi zajmującą ponad dwieście tysięcy kilometrów kwadratowych.

Dla Polaków rozpoczął się dramatyczny czas represji, masowych wywózek na Syberię obejmujących (według różnych szacunków) od 550 tysięcy do blisko półtora miliona ludzi.

17 września (oficjalnie od 2013 roku, ale obchody tego dnia były organizowane przez Związek Sybiraków już od 1991 roku) jest także Dniem Sybiraka. Jak czytamy na oficjalnej stronie internetowej Związku, zesłania nie zaczęły się wcale w XX wieku – „Sybir już od końca XVI wieku bardzo źle kojarzy się kolejnym pokoleniom Polaków. Stał się dla nich symbolem prześladowań, katorgi, ucisku, martyrologii, zniewolenia, świadectwem niszczenia polskiej państwowości i tłumienia niepodległościowych dążeń – najpierw przez carat rosyjski, a od II wojny światowej – przez totalitaryzm radziecki”.

Najważniejszym celem tego dnia jest przypominanie prawdziwych losów zesłańców, spisywanie ich i przekazywanie dalej.

Ks. Łukasz Krzanowski „Syberyjskie Anioły”

Odeszli zabrani przemocą, z uścisków domowych pieleszy.

We łzach powiezieni gdzieś nocą, może ich podróż ucieszy.

Stłoczeni w ciemnościach wagonów, jak sople zawisłe w powietrzu,

[…]

Wierszami, pieśniami sławieni, w historiach krwią nasiąkniętych,

Stoją teraz jak drzewa, wspięte wysoko do nieba.

ZNANI SYBIRACY: Józef Piłsudski, Władysław Anders, gen. August Emil Fieldorf „Nil”, Bronisław Piłsudski, Andrzej Strug, Maurycy August Beniowski, Walerian Łukasiński, Jan Kiliński, Hanka Ordonówna, Anna German i wielu, wielu innych.

Młodzież na start! – św. Stanisław Kostka patron młodych

młodziAnioł podający Komunię, Dzieciątko na ręku, krucyfiks, laska pielgrzymia, różaniec – to główne atrybuty św. Stanisława Kostki. Święto patrona Polski, Litwy, ale także archidiecezji warszawskiej i łódzkiej, diecezji chełmińskiej i płockiej oraz Gniezna, Lublina, Lwowa, Poznania i Warszawy obchodzimy 18 września.

Na całym świecie wspomnienie św. Stanisława przypada 13 listopada (rocznica zezwolenia na odprawianie mszy świętej i brewiarza o Stanisławie). Polski Kościół zdecydował się na odstępstwo od tej „reguły”, przenosząc wspomnienie Świętego na wrzesień. Tym samym patron polskiej młodzieży, studentów i nowicjuszy może błogosławić powracającym do szkół młodym ludziom. A zatem… na start za św. Stanisławem Kostką, edukację i naukę moralną można zacząć :).

Święty zapisał się również na kartach historii. Jego wstawiennictwu i orędownictwu przypisuje się zwycięstwo nad Turkami pod Chocimiem oraz wygranie bitwy pod Beresteczkiem. A przypomnieć trzeba o tym, że obie bitwy zapisały się złotymi zgłoskami w historii polskiego oręża.

Święty Stanisław Kostka jest niezwykle „popularny”, jeśli można w stosunku do niego użyć tego określenia, w Polsce, ale również i na całym świecie. Świadczy o tym fakt, że jest on patronem wielu szkół, parafii i instytucji katolickich. Jego relikwie spoczywają m.in. w kościele św. Andrzeja na Kwirynale w Rzymie, a w Polsce – od 2011 roku – w kościele św. Stanisława Kostki w Sulechowie.

Jak pisze w książce „Święty Stanisław Kostka” ksiądz Janusz Cegłowski: „Umiał przeciwstawić się naciskom grupy, być sobą, być wolnym”. Szczególnie obecnie te cechy powinny być pielęgnowane w młodych ludziach.

Modlitwa do św. Stanisława Kostki (za: Wielka księga modlitw, red. I. Korpyś, P. Szulc, wyd. Sfinks, Częstochowa 2014. ISBN 978-83-63624-47-7, s. 586-587)

Święty Stanisławie Kostko, Ozdobo Narodu Polskiego, w czystości i w strzeżeniu się najmniejszego grzechu wcielony Aniele i Serafinie tak gorejący miłością Boską, że aż Ci ochłodę do piersi przekładać musiano. Ani nienawiścią brata, ani groźbami ojca Twego, nadzieją czekających Cię honorów, od służby Bożej oderwany jesteś, wyjednaj mi statek u Pana Boga, żeby mnie ani utrapienie, nagość ani głód, ani moc i siła, ani respekt, ani affekt, ani rozkosz, ani śmierć sama nie oderwała od miłości Stwórcy mego. Uproś mi gorącego ducha w nabożeństwie do Najświętszego Sakramentu, godne i częste przyjmowanie, bez niego nieumieranie, uproś mi affekt gorący do Najświętszej Maryi Panny, abym też i ja miał(a) ją za Matkę, w życiu i przy śmierci. Przy tym, Święty Ziomku nasz, bądź prawdziwym patronem naszym, broniąc nas od wojen, od utraty własnego dobra, od niezgody w radach, broniąc od zdrad nieprzyjacielskich, a zachowując w starożytnej żarliwości. Żeby ją z Ciebie, Rodaka Świętego, jest teraz Bogu chwała, tak i z nas, i wszystkich była. Amen.

Kalendarium życia Św. Stanisława Kostki

1550 – narodziny w Rostkowie pod Przasnyszem

24 lipca 1564 – rozpoczęcie nauki w szkole jezuickiej w Wiedniu

grudzień 1565 – ciężka choroba i pierwsze wizje Stanisława (najpierw objawiła Mu się św. Barbara z dwoma aniołami, podając Komunię Świętą, a następnie – Matka Boża pozwoliła potrzymać w ramionach Dzieciątko Jezus), po których nastąpiło ozdrowienie

10 sierpnia 1567 – ucieczka z Wiednia do Bawarii (650 kilometrów pieszo!)

1568 – śluby zakonne

10 sierpnia 1568 – początek malarii

14 sierpnia 1568 – ostatnie objawienia Matki Bożej

15 sierpnia 1568 – Święto Wniebowzięcia NMP – śmierć św. Stanisława

1570 – otwarcie grobu, znalezienie nietkniętego rozkładem ciała

1602-1604 – pozwolenie papieża Pawła VI na kult i proces beatyfikacyjny

1714 – wydanie przez Klemensa XI dekretu kanonizacyjnego

31 grudnia 1726 – kanonizacja dokonana przez papieża Benedykta XIII

1671 – od tego roku św. Stanisław Kostka jest patronem Polski

Warto przeczytać:

ks. Gniła Rafał, Święci i błogosławieni każdego dnia. Imiennik według Kalendarza Liturgicznego Kościoła Katolickiego, wyd. Piętka, Katowice 2016, ISBN 978-83-7345-732-4.

Maryom-Golonka Joanna, Patroni Polski, Wydawnictwo M, Kraków 2014. ISBN 978-83-7595-901-7.

Święci na każdy dzień, red. AD Books S.r.l., Florencja, wyd. Jedność, Kielce 2006. ISBN: 978-83-7660-517-3

Wielka księga modlitw

„To nie wojna jest taka straszna, tylko świat, jaki po niej nastąpi. Świat, w który wpadamy jak w bagno, świat nienawiści i sloganów” – George Orwell

Orwell

Wojna polsko – polska wciąż trwa.

Nie bez podstaw mawia się często, że gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania. Nie potrafimy się zgodzić nawet w najbardziej istotnych sprawach. Swoistym paradoksem także jest to, że im więcej mamy wolności i swobody działania tym trudniej dojść do porozumienia miedzy sobą. Nawet w przestrzeni domu rodzinnego czy sąsiedztwa. Wielu już wcześniej pisało i mówiło o naszych, polskich wadach narodowych, z którymi nie podejmujemy skutecznej walki. Do których się przyzwyczailiśmy. Chcielibyśmy zmieniać świat, a brakuje nam wytrwałości, aby samemu i z pożytkiem uporządkować swoje własne życie. W gadaniu nie mamy sobie równych. Trudniej jednak podjąć się realizacji tej, świetlanej i malowanej słowami wizji.

Możemy śmiało powiedzieć, że wszystko mogłoby być piękniejsze i doskonalsze gdyby… Tak bardzo chciało nam się chcieć, jak nam się nie chce! Od dzieciństwa, aż po wiek podeszły wciąż słyszymy i wypowiadamy tłumaczące wszystko – nie chce mi się. Nie chce mi się wstać rano. Nie chce mi się iść do pracy. Wyprowadzić psa czy posprzątać w domu. Nie mam ochoty na aktywność fizyczną i nie mam sił na dbanie o własne zdrowie. Ciągle mam świetne rady dla innych, a najczęściej się do niech nie stosuję. Właściwie wszystko jest taaakie proste, ale tylko do momentu, w którym to sami mamy się zaangażować.

I jeszcze ta nieznośna kłótliwość i brak elementarnego zrozumienia dla drugiego człowieka. Potrafimy się spierać właściwie o wszystko. O to czyja kolej na zrobienie zakupów czy zajmowanie się dzieckiem. O to czyja praca jest ważniejsza i bardziej przydatna społecznie. Nawet o to co znaczą jakieś konkretne słowa. Mała iskierka w naszych relacjach międzyludzkich jest w stanie spowodować wielki i niekończący się pożar. Czy mamy na to jakieś lekarstwo? Oczywiście, że tak. Przecież to nie moja wina. To on/ona jest winny. Oczywiście ja zawsze mogę się pomylić, bo człowiek już jest taki słaby. Każdy mój błąd czy grzech to zwyczajny potknięcie. Tylko ten drugi człowiek to z pewnością robi mi na złość. A tak w ogóle to jak można było tak postąpić? Dla siebie mamy wiele „miłosierdzia i przebaczenia”, ale z pewnością nie dla innych.

Na koniec jeszcze ta walka o rację. Przecież wiadomo, że mimo wszystko to ja miałem rację, a nie ktoś inny. Czasem nawet pytam małżonków, którzy ciągle sobie próbują udowodnić kto miał rację, w takiej czy innej sprawie, jakie to ma znaczenie? Czy to faktycznie najważniejsze kto miał rację? Przecież w tym sporze o rację często można się tak zatracić, że po kilku latach już nikt nie wie od czego się zaczęło. Koniec natomiast jest taki, że to co łączyło dziś dzieli. Ta racja jest nikomu nie potrzebna. Walka zaś o nią skutkuje często, a może i zawsze trwałymi nieporozumieniami i brakiem zgody. I po co?

Na każdym kroku stykamy się z tym co stanowi o naszych narodowych wadach. Codziennie musimy się z nimi mierzyć i podejmować z nimi walkę. Znalazłem kiedyś taki przejmujący cytat autorstwa Wiliama Muraya: „Dopóki się nie zaangażujesz, czujesz wahanie, widzisz szansę na wycofanie i brak ci efektów. Istnieje jedna elementarna prawda, dotycząca wszelkich przejawów inicjatywy i twórczości, której nieznajomość unicestwiła niezliczone marzenia i doskonałe plany: w chwili kiedy decydujesz się zaangażować, budzi się również Opatrzność”. W każdej sprawie i w każdym czasie konieczna jest współpraca z Panem Bogiem na gruncie wszelakiej życiowej walki. W zakresie rozwijania otrzymanych talentów i zmagania się z grzechem czy osobistymi wadami. Zawsze i na każdym etapie trzeba nam mieć niezachwiane przeświadczenie, że błogosławieństwo Boże jest w zasięgu ręki, że zwycięstwo jest tuż za rogiem. Pod warunkiem, że wyjdziemy z naszego komfortowego piedestału krytyka i biernego obserwatora.

Okazji mamy wiele szczególnie w tym roku. Zbiegły się ze sobą dwa ważne jubileusze. 1050-lecie Chrztu Polski oraz Rok Miłosierdzia. Pewnie wielu napisze i powie na ten temat wiele. Ja chciałbym się skupić tylko na jednej sprawie, która wypływa z połączenia i synergii tych dwóch niezwykłych darów Pana Boga dla nas. Z jednej strony wciąż nieodkryta tajemnica Miłosierdzia, a z drugiej te przytłaczające ponad tysiącletnie urodziny Polski i Polaków, dla Nieba. Połączenie tych bogatych w treść wydarzeń  MUSI skłaniać nas do głębszej refleksji, wyciągania wniosków, a wreszcie także osobistej przemiany.

Na czas tegoż świętowania warto zakończyć te polsko – polskie wojny. Zarówno te na szczytach władzy jak i w zaciszach rodzinnych domów. Czas szybko minie, a wkrótce znów zorientujemy się, że tyle dobrego mogliśmy zrobić tylko czasu zabrakło. Byliśmy przecież tak zajęci kłótniami, sporami i udowadnianiem sobie nawzajem kto miał rację. Opatrzność Boża daje nam wyraźną zachętę, abyśmy tego czasu nie zmarnowali. Trzeba nam wreszcie zrozumieć, że 1050 lat temu Polska została ochrzczona i tym samym wszczepiona na trwałe w Chrystusa. Ileż to razy każdy z nas osobiście zapomniał stanąć na wysokości zadania? Ileż to razy, w całości jako naród, ale i indywidualnie, występowaliśmy przeciwko Panu Bogu, Krzyżowi i Ewangelii? Świadomość ochrzczenia winna być tym ważniejsza, że współczesny świat i ludzie na nim żyjący bardzo daleko odeszli od związanego z chrztem świętym dziecięctwa Bożego.

Pamiętamy słowa samego Jezusa skierowane do nas przez objawienia św. Faustyny i zapisane w jej dzienniku: „Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje”. To przesłanie Chrystusa jest nie tylko swego rodzaju nobilitacją i wywyższeniem Polski i Polaków, ale jest także ogromnym zadaniem. Warunek Jezus postawił jasny i czytelny mamy być posłuszni woli Bożej. Posłuszeństwo będzie mogło się aktualizować w codzienności jeśli wpierw poznamy tę Bożą wolę, przyjmiemy ją i co najtrudniejsze wprowadzimy w nasze codzienne życie. Szukanie Bożej woli to niełatwe, ale i kluczowe zadanie w roku dwóch wielkich jubileuszy.

Miłość Chrystusa jest z pewnością wymagająca stąd podejmijmy szczególnie w tym roku większe życiowe zadania, także w przestrzeni wiary. Lektura Pisma Świętego czy Dzienniczka św. Faustyny, pielgrzymowanie do miejsc świętych, podejmowanie czynów miłosierdzia to tylko nieliczne z możliwości proponowane przez Kościół. Przestańmy wreszcie narzekać i krytykować wszystko i wszystkich. Świat i Kościół to Ty i ja. Więc jeśli oczekujesz lepszego świata i bardziej chrystusowego Kościoła, zmianę i naprawę zacznij, w tym roku, od siebie. Im więcej dobra i miłości wniesiesz w roku jubileuszy we własne otoczenie i życie tym więcej będzie go w Kościele i świecie. Z dumą z rocznicy Chrztu Polski i pokorą niezbędną w Roku Miłosierdzia złóżmy ochoczo i z radością własną cegiełkę w budowę lepszego świata i bardziej świętego Kościoła.

 

Autor – Ks. Sławomir Bednarski – prezes fundacji „Servire homini” – (tekst pochodzi z ogólnopolskiego kwartalnika „Apostoł Miłosierdzia Bożego”).

„Chwałą Boga jest żyjący człowiek” – św. Ireneusz z Lyonu.

Przechwytywanie

Dziś pochylamy się nad szczególną postacią w historii Kościoła, jaką jest bez wątpienia św. Ireneusz z Lyonu. Co do kwestii św. Ireneusza, to warto przypomnieć, co w tej materii mówi nam emerytowany papież Benedykt XVI. Dlatego w naszych rozważaniach skupimy się na tym, co w trakcie audiencji generalnej 28 marca 2007 r. papież Benedykt miał do powiedzenia na temat apostolskiego zaangażowania św. Ireneusza.

We wspomnianym przemówieniu, Benedykt XVI zwraca uwagę na to, że był św. Ireneusz był nade wszystko, człowiekiem głębokiej wiary i wyjątkowo twórczym pasterzem. To, co szczególnie urzeka w papieskiej katechezie, to niezwykle precyzyjne wyczucie i właściwe doprecyzowanie posługi św. Ireneusza. O apostolskim zaangażowaniu Ireneusza, papież mówi w następujący sposób: Jako dobrego pasterza cechuje go roztropność, bardzo dobra znajomość doktryny oraz żarliwość misyjna. Jako pisarz ma na względzie dwa cele: bronić prawdziwej doktryny przed atakami ze strony heretyków oraz przedstawiać w sposób jasny prawdy wiary.

Nie ulega dyskusji, że przedstawione wyżej przymioty, wśród których prym wiedzie: roztropność, wzorowa znajomość doktryny chrześcijańskiej, a nade wszystko pragnienie obrony wyznawanej wiary, idące w parze z klarownym wykładem doktryny, czyni z Ireneusza mistrza w zwalczaniu herezji. To właśnie w celu zwalczania błędnych poglądów i obrony autentycznej doktryny wiary przekazanej przez apostołów, pisze dwa fundamentalne dzieła swojego życia: „Przeciw herezjom” („Adversus haereses”) i”Dowód prawdziwości nauki apostolskiej” („Demonstratio apostolicae praedicationis”).

Analizując pokrótce sytuację chrześcijaństwa z II w., widzimy wiele analogii z czasami współczesnymi. Nie sposób jednak omówić tu o wszystkie zbieżności, ale warto zwrócić uwagę na jedną. Otóż Wspólnota Ludu Bożego w II w. zagrożona jest przez tzw. gnozę, czyli doktrynę, według której wiara nauczana przez Kościół ma charakter jedynie symboliczny i jest przeznaczona dla ludzi prostych, którzy nie potrafią zrozumieć rzeczy trudnych; natomiast wtajemniczeni, intelektualiści — nazywający siebie gnostykami — rzekomo zrozumieli, co kryje się za tymi symbolami, tak więc tworzyli chrześcijaństwo elitarne, intelektualne.

Gnostycy podjęli próbę stworzenia chrześcijaństwa jedynie dla intelektualistów. Utrzymywali przy tym, że jedynie oni posiadają dostęp do wiedzy wyższej. Dzięki czemu są włączeni do tzw. duchowej elity. Św, Ireneusz neguje wprost taką postawę mówiąc, że w tej materii lepiej jest i pożyteczniej mniej albo nic nie wiedzieć, a przy tym zbliżyć się do Boga przez miłość, niż chełpić się, że się wiele wie i wiele zebrało doświadczeń, a przy tym być uznanym za bluźniercę i wroga samego Boga.

Św. Ireneusz żywo angażuje się w zmagania Kościoła z herezją gnostycką, która bezpośrednio zagraża wierze chrześcijańskiej. Święty z Lyonu przekonuje przy tym, że nie może istnieć żadne wyższe chrześcijaństwo dla wtajemniczonych intelektualistów. Jednocześnie nie lekceważy wiedzy w kwestii uzasadniania wyznawanej wiary. Św. Ireneusz mając na uwadze wiedzę i wiarę, zdaje się potwierdzać to, co tak trafnie wyraził ks. Tischner twierdząc, że: Pobożność jest niezwykle ważna, ale rozumu nie zastąpi. W końcu wiara domaga się odpowiedzi, uzasadnienia chociażby tego dlaczego się wierzy.

Mając na uwadze pewne analogie chrześcijaństwa z II w., ze współczesnością, nie sposób nie zatrzymać się nad polską rzeczywistością. Jeżeli zgłębimy na nowo treść, przesłanie z pielgrzymki Benedykta XVI do Polski, to szybko zdamy sobie sprawę z tego, w którym miejscu historii obecnie się znajdujemy. To właśnie w duchu św. Ireneusza, emerytowany papież Benedykt, przypominia nam, że: ważne jest, aby polski katolicyzm, tak mocny życiem wiary, miał także tę siłę intelektualną, która podejmuje dialog z wszystkimi nurtami współczesnej myśli. Chciałbym, aby ten polski katolicyzm, nacechowany nie tylko siłą wiary, ale i siłą intelektu, mógł odegrać ważna rolę i poza Polską, w kontekście europejskim.

W naszej duchowej pielgrzymce po obszarach wiary prowadził nas dziś św. Ireneusz. Nie można ukrywać, że jego nauczanie jest wzorcowym sposobem przekazywania wiary, które pozwala wyjaśnić wszystkim ludziom dobrej woli przedmiot i zakres dialogu na temat wartości i wciąż na nowo ożywiać misyjną działalność Kościoła. Tym jednak, co szczególnie sprawia, że myśl Ireneusza jest i dziś tak bardzo aktualna, to kwestia rozumienia samego pojęcia życie.

Współczesnemu człowiekowi, który zdaje się żyć na peryferiach własnego człowieczeństwa, na których pobudował szereg fortyfikacji i umocnień oddzielających, zabezpieczających go przed Bogiem, z zapałem należy przedstawić antropologię zaproponowaną przez św. Ireneusza. Wzorem tego niestrudzonego pasterza, należy z defensywy przejść do ofensywnego działania Kościoła. Trzeba, mówiąc językiem papieża Franciszka: zrobić raban i być zawsze być krok przed propozycjami, jakie niesie konsumpcyjnego społeczeństwa, które poprzez swoje przemijające wartości coraz bardziej alienuje człowieka. Zawsze i wszędzie swoją postawą musimy uobecniać prawdę wypracowaną przez św. Ireneusza, że: Chwałą Boga jest człowiek żyjący. A życie człowieka jest kontemplowaniem Boga. 

Art