LEON „ZAWODOWIEC” XIII – NESTOR SPOŁECZNEJ NAUKI KOŚCIOŁA

Przechwytywanie

 

„Ten prawie sześćdziesięcioośmioletni, słabego zdrowia papież zdawał się zapowiadać krótki pontyfikat, ale rządził po mistrzowsku Kościołem przez ponad ćwierćwiecze”. Takie świadectwo o Leonie XIII pozostawił nam anglikanin J. N. D. Kelly („Encyklopedia Papieży”, Warszawa 1997, s. 436). Chyba najlepszym komentarzem do powyższych słów będzie wypowiedź obecnego papieża Franciszka, podpowiada nam, że: „Bóg jest Bogiem niespodzianek”.

Mówiąc, czy też pisząc o kwestiach społecznych w nauczaniu Kościoła katolickiego, nie sposób przejść obojętnie obok wkładu intelektualnego, który w tej materii, włożył papież Leon XIII. Na rok przed ukazaniem się encykliki „Rerum novarum”Leon XIII zwraca uwagę członków Kościoła na społeczny aspekt obowiązków, jakie mają do wykonania jako chrześcijańscy obywatele. Stanowisko Kościoła w tej materii wyartykułowane zostało w encyklice „Sapientiae christianae”.

O tym, że lektura „Sapientiae christianae”, stanowić może doskonałe wprowadzenie w ponadczasowy tekst encykliki „Rerum novarum”, pisaliśmy już wcześniej na blogu. Wracając jednak do „Rerum novarum”, trzeba powiedzieć, że stajemy bezsprzecznie wobec najważniejszej z encyklik Leona XIII.

Pontyfikat Leona XIII przypada na okres zjednoczenia Włoch, walki z Kościołem, wpływów skrajnego liberalizmu oraz czasu rodzenia się ruchu robotniczego.
W myśl swojego biskupiego zawołania: „Wszystko odnowić w Chrystusie”, Leon XIII dąży do dialogu ze światem współczesnym. W tym celu uwspółcześnia filozofię św. Tomasza z Akwinu i na niej osadza postulaty katolickiej nauki społecznej.

W „Rerum novarum” papież nakreślił wyraźnie zasady poprawy stosunków społecznych, dla których wsparcie widzi w prawie naturalnym, moralności oraz nauce społecznej Kościoła. W kwestii robotniczej, już na początku encykliki, wykazane zostało źródło choroby, za jaką bez wszelkich wątpliwości uznać należy wyzysk proletariuszy. W tej materii papież stwierdza: „Urządzenia i prawa państwowe pozbawiono tradycyjnego wpływu religii; i tak robotnicy osamotnieni i bezbronni ujrzeli się z czasem wydanymi na łup nieludzkości panów i nieokiełzanej chciwości współzawodników” (RN, 2).

W sposób szczególny dwa miejsca encykliki zasługują na szczególną uwagę: „Zakwalifikowanie sprawy robotniczej jako zagadnienia prawnego, objętego zagadnieniami sprawiedliwości” oraz „Stwierdzenie, że jej rozwiązanie jest wykluczone bez udziału Kościoła” („Nauka społeczna Kościoła”). Warto zaznaczyć, że papież odrzuca całkowicie socjalistyczny program rozwiązania kwestii robotniczej, który postuluje zniesienie własności prywatnej i wprowadzenie w jej miejsce własności kolektywnej.

Poprzez równy podział rzeczy socjaliści spodziewają się uleczyć wszelkie formy zła obecnego w świecie. Taki postulat nie tylko przynosi szkodę robotnikom, ale nade wszystko stoi on w opozycji wobec prawa naturalnego. Z takiej postawy wypływać może jedynie szkoda, która swoje piętno odciśnie nie tylko na robotnikach, ale i rodzinach oraz społeczeństwie.

W kwestii nadmiernej ingerencji państwa w sprawy rodzinne papież stwierdza wprost: „Chcieć więc, żeby władza świecka przenikała swym rządem aż do wnętrza domu, jest błędem wielkim i zgubnym” (RN, 11). Usunięcie w cień powagi i autorytetu rodzicielskiego, niesie ze sobą postulat wprowadzenia na jej miejsce „opatrzności państwowej”. W taki sposób grzeszy się „przeciw naturalnej sprawiedliwości i rozrywają jedność rodziny” (Tamże).

Jest zapewne wiele kwestii, które warto opisać na kanwie „Rerum novarum”. Nam jednak chodzi o zachęcenie Państwa do lektury tego ponadczasowego dokumentu. Bez wątpienia Leon XIII, to papież spraw społecznych, który posiadał ponadczasowe wyczucie otaczającej go rzeczywistości.

Fenomen Leona XIII polega na tym, że po okresie politycznej i duchowej izolacji papiestwa na arenie międzynarodowej, podniósł on autorytet Stolicy Apostolskiej i „zyskał dla niej uznanie, jakiego nie miała od stuleci” („Encyklopedia Papieży”).

Jeżeli chodzi o znaczenie encykliki „Rerum novarum”, to bezsprzecznie było ono doniosłe. Działaczom katolickim ukazano drogę po której mają kroczyć podejmując wysiłek w zakresie odnowy porządku spraw doczesnych. Klasa robotnicza poczuła bezpieczeństwo, ponieważ Kościół wziął ją w opiekę, naświetlając jej problemy.

Nade wszystko, Leon XIII i jego ponadczasowe dzieło „Rerum novarum”, przestrzegają nas, że w każdym momencie dziejów ludzkości, mogą znaleźć się osoby, partie państwa, społeczności, które w w celu polepszenia ładu społecznego, zaaplikują nam lekarstwo, które może okazać się bardziej szkodliwe od dolegliwości, choroby, na którą w różnych momentach dziejowych zapada ludzkość.

Prez.

Co dziś ma nam do powiedzenia Nikołaj Aleksandrowicz Bierdiajew?

Bierdiajew

 

W jednym ze swych dzieł M. Bierdiajew zwraca uwagę na to, że „życie społeczeństw ludzkich przebiega pod znakiem panowania ekonomii, techniki, fałszywej polityki, gwałtownego nacjonalizmu. Hierarchia wartości jest określana przez zasadę pożytku, przy całkowitej obojętności w stosunku do prawdy” („Królestwo Ducha, królestwo cezara”). Jedno, co nasuwa się po przeczytaniu wypowiedzi Bierdiajewa, to fakt, że niestety nadal pozostaje w niej wiele aktualności.

Właśnie ten wybitny rosyjski filozof, którego zalicza się do grona największych prawosławnych myślicieli XX wieku, podpowiada nam coś więcej. Mówi nam, a w zasadzie do nas, że: „człowiek przestał rozumieć po co żyje i nie ma czasu zastanowić się nad sensem życia” (Tamże). Nasz Filozof zauważa również, że samo życie człowieka „pełne jest środków, które stały się celami w sobie” (Tamże).

Chociaż czasy twórczości intelektualnej Bierdiajewa przypadają na okres, konfrontacji szeroko rozumianej kultury duchowej z marksistowskim materializmem, to nie zawahał się i w tej materii dopowiedzieć, że obecnie: „problem nie dotyczy już wartości tworzonych przez człowieka, ale wartości samego człowieka” (Tamże). Szczególnie w obszarze kwestii związanych z jego wolnością.

W tej materii Bierdiajew jako personalista, nie godzi się na likwidację wolności osobistej oraz wprowadzenie zasady dominacji społeczeństwa nad jednostką. A to właśnie postulowali i wprowadzili w czyn animatorzy bolszewickiej rewolucji w Rosji (M. Łosski, „Historia filozofii rosyjskiej”). W rewolucji, w opinii Bierdiajewa: „wyzwala się i ujawnia ogromna, przytłaczająca ilość zła i gniewu” („O przeznaczeniu człowieka”).

Bierdiajew podkreślał również, że: „w marksizmie różnica między „burżujem” i „proletariuszem” jest różnicą między złem i dobrem, niesprawiedliwością i sprawiedliwością, między tym, co zasługuje na pogardę i tym, co zasługuje na poparcie („Źródła i sens komunizmu rosyjskiego”). Przestrzegał również przed marksistowską redukcją osoby wyłącznie do poziomu materii. Wśród szerzących się błędów antropologicznych, przestrzegał komunistów przed promowaniem błędnej tezy, według której to „fabryka tworzy nowego człowieka” (Tamże).

W opinii rosyjskiego uczonego, marksizm stoi na stanowisku, które dokładnie wyraża zasada, że: „dobro można realizować przez zło, światłość przez ciemność”(Tamże). Można dopowiedzieć tyle, że postulaty marksizmu wpisują się w ideę, którą promował florentczyk Nicolo Machiavelli, twierdząc, że: „cel uświęca środki”. W myśl tak pojętej wolności, w której cel ma zawsze uświęcać środki, traktuje się zawsze osobę ludzką, jako narzędzie do osiągnięcia osobistych korzyści. Natomiast życie człowieka, szybko zostaje sprowadzone do środków, które stają się celami samymi w sobie („Królestwo Ducha, królestwo cezara”).

Kończąc nasze rozważania z Bierdiajewem, nie sposób nie odnieść się do pewnych aspektów postrzegania religii przez marksizm. W tej materii Bierdiajew zwraca uwagę ta to, że: „marksizm stoi na stanowisku, iż: Wierzenia religijne powinny zostać zlikwidowane nie przez więzienia, rozstrzeliwania i prześladowania, lecz przez zrewolucjonizowanie świadomości, które dokonuje się na skutek rewolucyjnej walki klasowej proletariatu” („Źródła i sens komunizmu rosyjskiego”). Lenin był „zagorzałym i przekonanym ateistą, nienawidził religii” (Tamże). Ponadto, Włodzimierz Ilicz opracował własną definicję religii, którą Bierdiajew uważa za demagogiczną, a nie naukową. Dlatego nie omieszkał wspomnieć, co w kwestii religii Lenin ma do powiedzenia: „Religia jest jednym z rodzajów ucisku duchowego, zawsze i wszędzie dotykającego masy ludowe, przytłoczone pracą dla innych, ich potrzebami i samotnością” (Tamże).

Twórca bolszewickiej rewolucji kpiąc z religii nie omieszkał określić ją w następujący sposób: „Religia jest rodzajem gorzałki duchowej, w której niewolnicy kapitalizmu topią swoje człowieczeństwo, swoje żądania choćby odrobinę lepszego życia” (Tamże). Trudno wierzyć, że ku takim przekonaniom skłaniał się również Mikołaj Bierdiajew. Bierdiajew dzięki spotkaniu z z Lwem Szestowem i Sergiuszem Bułhakowem, zmienia całkowicie sposób myślenia stając się człowiekiem głęboko religijnym. Z fanatycznego zwolennika marksizmu, staje się jego zagorzałym krytykiem.

Dzisiaj i nam Nikołaj Bierdiajew zdaje się podpowiadać, że: „Komunista nie może żyć bez wroga, bez negatywnych uczuć do wroga, traci patos, kiedy wróg nie istnieje. Jeśli wroga nie ma, to trzeba go wymyślić” (Tamże).

AD.

„Nie tym się chwal, że masz sławną ojczyznę, ale staraj się tak żyć, żebyś był jej godny” – Arystoteles.

Przechwytywanie

Jakże aktualnym pozostaje stwierdzenie ks. Piotra Skargi, który przypomina nam, że: „Dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę wedle tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie”. Szczególnie w tym miejscu uwrażliwiamy się na dwie kwestie: „naród” oraz „sumienie”.

Już Arystoteles w „Politei” przekonywał współczesnych mu, że: „Człowiek jest istotą stworzoną do życia w państwie”. Z kolei św. Augustyn w „Państwie Bożym”, idealnie konfrontował kulturę pogańską z chrześcijaństwem. Chociaż w niniejszym dziele przedstawił nam rzeczywistość upadającego Rzymu, to nade wszystko, dał wyraz temu czym powinno być prawdziwe państwo.

Teoria państwa, którą skonstruował św. Augustyn,wychodzi wprost z założenia oddzielenia funkcji kościelnych od cesarskich (państwowych). Święty z Hippony dokładnie wyłożył w swym dziele, że państwo zajmuje się sprawami materialnymi, a Kościół duchowymi. Obydwie rzeczywistości względem siebie powinna cechować autonomia. Zadaniem Kościoła jest wspomaganie państwa, poprzez formowanie odpowiednich postaw moralnych zarówno osób, jak i zbiorowości. Kościół, który jest realnie osadzony w ziemskich realiach, chce sprzyjać harmonizacji stosunków społecznych i politycznych. Ma jednak świadomość, że taka postawa, naruszać może interesy możnych tego swiata.

Ale cóż nam mówi po tylu wiekach o państwie św. Augustyn? Otóż, nasz Doktor Kościoła podpowiada nam, że: „Wyzute ze sprawiedliwości państwo, czyż nie jest bandą rozbójniczą? Bo i banda jest małym królestwem. Tam przecież szajka ludzi podlega rządom dowódcy, jest skrępowana umową społeczną i według pewnych praw umówionych dzieli się zdobyczą” („De civitate Dei, IV, 4”).

Kontynuując swą refleksję nad jedną z zasad funkcjonowania państwa, za jaką uchodzi sprawiedliwość, wzabawny sposób przedstawia nam pewną historią. „Bardzo dowcipnie, a zupełnie słusznie odpowiedział Aleksandrowi Macedońskiemu pewien pochwycony rozbójnik morski. Gdy król zaczął pytać, cóż on sobie myśli, że niepokój po morzu rozsiewa, tez z całą bezczelną swobodą odpowiedział: A ty co sobie myślisz, że po całym świecie niepokój siejesz? Ale, że ja to czynię na małym okręciku, nazywam się łotrem, a ty – że z całą flotą – zowiesz się hetmanem” (Tamże).

Arystoteles ponownie podpowiada nam, że właściwą cechą człowieka, która odróżnia go od innych istot stworzonych jest to, że jedynie on wyposażony jest w zdolność „odróżniania dobra i zła, sprawiedliwości i niesprawiedliwości i tym podobnych; wspólnota zaś takich istot staje się podstawą rodziny i państwa” („Polityka, I, 1, 1252b-1253a”).

Papież Leon XIII, zachęcał w encyklikach społecznych, orędziach oraz przemówieniach do tego, by chrześcijanie odpowiedzialnie pielęgnowali i rozwijali cnoty społeczne. Z kolei św. Jan Paweł II, przypomina nam, że: „miłość społeczna jest otwarta ku wszystkim ludziom i ku wszystkim ludom. Jeśli ukształtuje się ona głęboko i rzetelnie w swych podstawowych kręgach – człowiek, rodzina, ojczyzna – wówczas zdaje również egzamin w kręgu najszerszym” (Jan Paweł II, Homilia, Katowice 1983).

Art

Grzech 1

„Piękno starca polega na tym, że ma on dość siły do wykonywania niezbędnych do życia czynności i jest wolny od tych wszystkich ułomności starczego wieku, które sprawiają przykrość innym” – Arystoteles.

 

Jeżeli tylko zaczynamy zastanawiać się nad starością, to natychmiast napotykamy wiele problemów, wśród których kluczową kwestię odgrywa precyzyjne dookreślenie momentu, w którym człowiek wchodzi w wiek senioralny. Wybitny grecki matematyk i filozof, jakim był bez wątpienia Pitagoras, przychodzi nam jednak z pomocą, w kwestii ustalenia momentu starości. Otóż, ten wybitny myśliciel, stosował zasadę stopniowania ludzkiego życia, dzieląc je na cztery dwudziestoletnie okresy. W przyjętej przez siebie koncepcji, umiejscowił starość po sześćdziesiątym roku życia(1).

Swój stosunek do starości doskonale wyraził sędziwy Sokrates w słynnym dialogu z Kefalosem”: „Ja bardzo lubię rozmawiać z ludźmi mocno starszymi. Mam wrażenie, że u nich się trzeba dowiadywać tak, jakby oni przed nami pewną drogę przeszli, którą może i nam przechodzić”(2). Można odnieść wrażenie, że naszkicowana zaraz na początku pierwszej księgi rozmowa przyjaciół, przeradza się w refleksję nad tematyką starości.

Ciekawostką jest to, że Platon, licznymi bohaterami swych dialogów czynił osoby w podeszłym wieku, a w nakreślonym przez siebie modelu państwa, nie omieszkał uczynić licznych refleksji nad tematyką starości oraz miejscem, jakie powinni zajmować seniorzy
w społeczeństwie. Kiedy na kartach „Państwa” kreślił współczesnym mu ludziom obraz idealnej społeczności, nie omieszkał w jej obrębie umiejscowić osób starszych. Nasz Ateńczyk, wychodził z założenia, że seniorzy, nie tylko ze względu na swój wiek, ale posiadaną wiedzą i doświadczeniem, mogą służyć młodym ludziom radą i pomocą(3).

O prawo do szacunku należnego seniorom apelował do młodego pokolenia Arystoteles. W „Etyce Nikomachejskiej” apelował wprost: „dla każdego starca żywić trzeba cześć odpowiednią jego wiekowi, wstawać na jego powitanie, wyznaczać mu najlepsze miejsce przy stole”(4). Stagiryta nie tylko doskonale rozumiał fakt, że seniorzy ze względu na swój podeszły wiek zasługują na uznanie ze strony młodego pokolenia, ale starał się przekonać młode pokolenie, że pozostaje ono dłużnikiem seniorów.

A jak dziś wygląda cześć odpowiednia seniorom? Nasze wstawanie na jego powitanie? A może wyznaczanie najlepszego dla niego miejsca przy stole?

To ostatnie wydarzenie doskonale opisał nam papież Franciszek. 19 listopada 2013 r. podczas Eucharystii w Domu św. Marty, kiedy podczas homilii opowiedział historię zasłyszaną w dzieciństwie. „Była to historia zapobiegliwego ojca rodziny, który urządził osobny stolik dla niedołężnego dziadka, gdyż ten brudził się przy jedzeniu. Gdy pewnego dnia ów ojciec wrócił do domu, zastał jednego ze swych małych synków bawiącego się w zbijanie stolika. Zapytawszy, dla kogo ten stolik, usłyszał odpowiedź: „Dla ciebie tato, gdy będziesz stary jak dziadek”(5)

Artur Dąbrowski
——————————————————————
1)D. Laertios, „Żywoty i poglądy słynnych filozofów”, Warszawa 1968, s. 75.
2)Platon, „Państwo, I, 2, E”, tłum. W. Witwicki, Kęty 2003, s. 14.
3)Por. D. Zygmuntowicz, „Praktyka polityczna. Od „Państwa” do „Praw” Platona, Toruń 2011, s. 24-25.
4)Arystoteles, Etyka Nikomachejska, tłum. D. Gadomska, Warszawa 1956, s. 327.
5)http://pl.radiovaticana.va/…/papie%C5%BC_na_pora…/pol-748054.

„Grzech nie niszczy wszystkiego, co w naszej naturze jest dobre, w grzeszniku zawsze pozostaje coś ze zdrowego rozsądku” – św. Tomasz z Akwinu.

Grzech czaad 2

 

O ile naturalizm przeceniał wartość natury ludzkiej, uznając ją za wartość nadrzędną, o tyle pseudosupernaturalizm, odmawiał naturze ludzkiej właściwych jej przymiotów widząc w niej jedynie gruntowne zepsucie (1). W niniejszą skrajność popadł sukcesor myśli teologicznej św. Augustyna dr Marcin Luter.

Luter z nauczania św. Augustyna na temat rodzaju ludzkiego, wybrał najbardziej skrajne wypowiedzi. Warto wspomnieć, że w rozumieniu Lutra człowiek po grzechu pierworodnym przedstawia się jako: („massa damnata”, „massa perditionis” – „masa zatracenia”, „masa potępienia”) (2). W swym „Komentarzu Listu do Galatów” pisze: „Twierdzę, że zarówno w człowieku, jak i w szatanach siły duchowe zostały przez grzech nie tylko skażone, lecz całkowicie zniszczone. Pozostał w nich tylko znieprawiony rozum i zbuntowana, przeciwna Bogu wola, której jedynym dążeniem jest walka z Bogiem(3).

Grzech pierworodny, w rozumieniu Lutra i jego zwolenników, istnieje w głębi jestestwa człowieka i pozostaje w nim niezgładzony na zawsze. W tym kontekście, osoba ludzka przedstawia się jako byt zepsuty do szpiku kości, skażony w podstawie swojej istoty(4).

Esencja poglądów Lutra w kwestii fałszywej nadprzyrodzoności, polega na przypisaniu człowiekowi właściwości, które naturze ludzkiej nie mogą być przypisane. Należą do nich: „pewna równowaga cielesna, dokładniejsza i lepsza znajomość Boga, bojaźń Boża, ufność w Bogu, wewnętrzna prawość oraz autentyczna możność realizacji tego wszystkiego”(5).

Grzech pierworodny pozbawił człowieka tych wszystkich darów. Zniszczył go doszczętnie. Człowiek stał się „niewolnikiem grzechu”, w związku z tym, nie może nie grzeszyć. Nie może być jednocześnie „iustus” et „peccator” („usprawiedliwiony” i „grzeszny”), ponieważ jest podobny do zepsutego od wewnątrz owocu, w którym tkwi pożądliwość(6).

„Ów grzech pierworodny jest samym zarzewiem (pożądania), prawem ciała, prawem członków, chorobom natury, tyranem, chorobą pierworodną” (7). Grzech przemienił wewnętrzną wolność człowieka w niewolę. Tym samym osoba ludzka utraciła zupełnie wolną wolę. Luter w swej rozprawie „O niewolnej woli” pisał: „wolna wola to wierutne kłamstwo,i że sprawa z nią ma się podobnie, jak z ową niewiastą z ewangelii, że im więcej lekarze ją leczyli, tym gorzej się miała” (8).

Luter, utożsamiając pożądliwość z grzechem pierworodnym (9) pozbawił człowieka wolności. W swych tezach wydaje się wychodzić z założenia, że „nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców” (Mt 7,18). W tych okolicznościach, człowiek, w oczach Boga musi pozostać na zawsze niesprawiedliwy, zły, zepsuty i niewolny. Skoro jednak wolna wola jest w rzeczywistości jest niewolą, wobec tego uczynki są bezużyteczne. Wydaje się więc, że Bóg, dając nam prawo (dekalog) żąda od człowieka rzeczy przekraczających nasze ludzkie możliwości. „W końcu, czego może chcieć Bóg od zepsutego grzesznika, który nie jest w stanie spełnić żadnego dobrego czynu?”

Wyjście z tej sytuacji znajduje Luter w wypracowanej przez siebie nauce o usprawiedliwieniu grzesznika (10). W opinii Lutra Chrystus przychodząc z pomocą ludzkiej słabości okrywa człowieka swoją sprawiedliwością niby płaszczem. Dlatego chrześcijanin nie powinien czynić nic w kwestii współdziałania z Chrystusem, ponieważ niniejsza współpraca ze zbawczą czynnością Chrystusa pozostaje w swej istocie brakiem wiary. W związku z tym uczynki ludzkie należy uznać za bezużyteczne, a osiągnięcie zbawienia sprowadzić do płaszczyzny wiary. Sam Luter mówił: „pecca fortier, crede fortius et salvus eris” (11).

Poglądy Marcina Lutra oraz innych reformatorów, jak chociażby Jana Kalwina, który w kwestii grzechu pierworodnego uważał, że człowiek jako grzesznik może być jedynie martwy duchowo i ślepy na sprawy Boga. Na skutek przewrotnego i zepsutego serca wola człowieka nie jest wolna, lecz znajduje się w niewoli grzesznej natury. Kalwin uważał, że osoba ludzka jest tak samo duchowo martwa i oddzielona od Boga jak upadli aniołowie (12).

Jeżeli chodzi o Sobór Trydencki (1545-1563), to stanowił on odpowiedź ze strony katolickiej na niezgodne z wiarą argumenty protestantów. Warto wspomnieć, że samą kwestią grzechu pierworodnego oraz jego skutkami zajął się Sobór na sesji piątej (13). Sobór Trydencki, za Synodem w Orange (529) powtórzył, że: grzech pierworodny sprawił, że człowiek zmienił się na gorsze, ale nie jest całkowicie zniszczony przez grzech, grzech pierworodny przechodzi na potomstwo Adama
jedynym sposobem gładzenia grzechu pierworodnego są zasługi Jezusa Chrystusa, które stają się udziałem człowieka poprzez chrzest święty, łaska Chrystusa udzielona poprzez chrzest gładzi winę grzechu pierworodnego i odpuszcza to wszystko, co posiada prawdziwy charakter grzechu (14).

Stanowisko Soboru Trydenckiego jest bardzo wyważone. Kościół katolicki mówiąc o grzechu pierworodnym jednoznacznie wskazuje, że właściwej koncepcji w tej materii należy szukać między naturalizmem Pelagiusza, a pseudosupernaturalizmem Lutra. Wiemy też, że człowiek po grzechu pierworodnym zmienił się na gorsze. Posiadamy wiedzę o tym, że grzech nas oszpecił. Nie wiemy jednak jak dalece nas zniszczył.

Jeżeli osobę ludzką, za Boecjuszem określimy jako: „indywidualną substancję rozumnej natury” (15), która całym swym jestestwem poszukuje prawdy i lgnie do niej, to ta rozumna natura człowieka, objawia się min. w: samoświadomości, zdolności myślenia, wolności działania i umiłowaniu prawdy.

Ostatni argument przekonuje nas, że człowiek nie jest w stanie zaspokoić się jakimikolwiek półprawdami na swój temat. Nie ulega dyskusji, że atmosfera autentycznego rozwoju ludzkiego uzależniona jest od klimatu w którym rozwija się prawda. Jeżeli środowisko naturalne uwrażliwia człowieka na prawdę i grzech, to jego natura rozumna, zawsze będzie dążyć do właściwej oceny dobra i zła, prawdy i fałszu, a nade wszystko grzechu (16).

Chociaż obecnie żyjemy w kulturze, która otwarcie neguje istnienie grzechu (17), to optymizmem napawa fakt, że pragnienie prawdy zakorzenione jest w naturze człowieka. Ono nakazuje mu poszukiwać jej i demaskować wszelkie zło w niej istniejące, które teologia określa terminem grzechu. Ujmując aspekt nauki o grzechu pierworodnym z prakseologicznego punktu widzenia, należy pamiętać o dwóch cennych wskazówkach. Pierwsza z nich zawarta jest w Piśmie Świętym i stwierdza, co następuje: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1 J 1,8). Druga zaczerpnięta jest z pism św. Tomasza z Akwinu, który mówi nam, że: „grzech nie niszczy wszystkiego, co w naszej naturze jest dobre, w grzeszniku zawsze pozostaje coś ze zdrowego rozsądku” (18).

(dr Artur Dąbrowski cz. 2).

————————————–

1) Por. W. Granat, Dogmatyka Katolicka, t. V, O łasce udzielanej przez Chrystusa…, s. 59.
2) Por. L. Balter, Problem reinterpretacji skutków grzechu pierworodnego…, s. 251.
3) M. Luter, Komentarz do Listu do Galatów, WA, XL., P. I, 293, 24-27.
4) Por. J. Maritain, Trzej reformatorzy. Luter, Kartezjusz, Rousseau, przeł. K. Michalski, Warszawa – Ząbki 2005, s. 38.
5) L. Balter, Problem reinterpretacji skutków grzechu pierworodnego…, s. 251.
6) Por. J. Maritain, Trzej reformatorzy…, s. 38.
7) „Peccatum illud originis est ipse fomes, lex membrorum languor naturae, tyrannus, morbus originis”, w: Luthers Vorlesung über den Römerbrief, Berlin 1930, s. 143.
8) Dr Marcin Luter, De servo arbitrio, przekł. z jęz. łac. ks. prof. dr hab. W. Niemczyk, Warszawa 1979, s. 38.
9) Por. J. Maritain, Trzej reformatorzy…, s. 38.
10) Por. Obrona Wyznania augsburskiego (Apologia Konfesji Augsburskiej), przedm. F. Melanchton, w: Księgi Wyznaniowe Kościoła Luterańskiego, Bielsko – Biała 2003, s. 180-187.
11) Grzesz mocno, wierz mocniej, a będziesz zbawiony.
12) L. Boettner, Reformowany wykład wiary, Warszawa 2006,
s. 13.
13) Por. Breviarum Fidei, oprac. S. Głowa, I. Bieda, Poznań 2000, s. 199-203.
14) L. Balter, Problem reinterpretacji skutków grzechu pierworodnego…, s. 253-255.
15) Boecjusz, Księga o osobie i dwóch naturach przeciwko Eutychesowi i Nestoriuszowi do Jana, Diakona Kościoła Rzymskiego, w: O pociechach filozofii ksiąg pięcioro oraz traktaty teologiczne, tłum. z łac. T. Joachimowski, Poznań 1926, s. 227.
16) Por. J. Maritain, Religia i kultura, tłum. H. Wężyk –Widawska, Warszawa 2007, s. 59.
17) Por. A. Dąbrowski, Uzasadnienie etyki normatywnej w perspektywie postmodernistycznej negacji norm moralnych, BSZ (2007) 4, s. 46-50.
18) Por. S. Th., I-II, q. 89, a. 3

 

„Wszystkie pomysły, mające zastąpić dogmat o grzechu pierworodnym, lądują wcześniej czy później w naturalizmie, to znaczy w objaśnieniu drogi zła jako takiego” – Kardynał Christoph Schönborn

Grzech jest czadowy

Dziś chcemy zabrać Państwa w podróż w „krainę dogmatyki”, by wspólnie pochylić się nad refleksją, którą w ciągu swych dziejów wypracował Kościół. Temat może długi, ale jakże aktualny, zwłaszcza w czasie, kiedy w przestrzeni naszej egzystencji, wspartej niekiedy brakiem wiary we własną grzeszność panoszy się grzech. „Grzech jest czadowy. Identycznie jak czad wchodzi w nasze wnętrze, zatruwa je, niszczy i zabija”.

Już na samym początku rytm rozważaniom naszej refleksji nada arcybiskup Wiednia – kardynał Christoph Schönborn, który jakże trafnie podpowiada nam, że „Wszystkie pomysły, mające zastąpić dogmat o grzechu pierworodnym, lądują wcześniej czy później w naturalizmie, to znaczy w objaśnieniu drogi zła jako takiego” (1).

Człowiek, szczyt i korona stworzenia, nosi w sobie obraz Trójjedynego Boga Miłości. Z natury, osoba ludzka, przedstawia się jako pewne podmiotowe dobro, które Stwórca obdarzył darem wolnej woli i pragnieniem poszukiwania prawdy. „A tym czasem nie kto inny, ale właśnie człowiek nie tylko popełnia zło i w nie popada, lecz staje się często jego siewcą i propagatorem, a więc tym, który czyni zło sobie i innym” (2). Ponadto, nie kto inny, ale ten sam człowiek, na przestrzeni wieków, zdaje się pytać ustami Ewodiusza, już nie tylko św. Augustyna, ale i każdego z nas: „Proszę Cię powiedz, czy zło nie jest dziełem Boga?” (3) Augustyn przekonywał Ewodiusza, że wszystko to, co istnieje, zawdzięcza swój byt Bogu, w związku z tym, musi być dobre. W końcu „grzech nie jest przecież jego dziełem” (4).

Już wstępna analiza teologiczna trzeciego rozdziału „Księgi Rodzaju”, przekonuje nas, że grzech pojawił się już u zarania dziejów ludzkości. W kontekście tego wydarzenia należy odczytać zapis z piątego rozdziału Listu do Rzymian, w którym autor dobitnie stwierdza, że: „przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli” (Rz 5,12) (5).

W powyższą prekluzję: „wszyscy zgrzeszyli”, wpisuje się każdy człowiek realnie egzystujący w świecie, za wyjątkiem Matki Chrystusa – Maryi i samego Syna Bożego. Źródłem, z którego wypływa owo biblijne stwierdzenie: „wszyscy zgrzeszyli, jest czyn, którego dopuścili się nasi pierwsi ziemscy rodzice, a który teologia dogmatyczna określa mianem grzechu pierwotnego. Z tego źródła, które biło w Adamie i Ewie rozlała się rzeka zła, której efektem było osłabienie natury ludzkiej”.

Człowiek, który od początku swego istnienia obdarzony został wolnością wybiera grzech. Stosując terminologię biblijną, można śmiało powiedzieć, że ten, „kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu” (J 8,34). Ta „niewola grzechu”, wpisana w strukturę ontologiczną osoby ludzkiej, nie jest oczywiście bezwzględna, lecz moralna (6). Grzech pierworodny spowodował osłabienie natury ludzkiej, które przejawia się w skłonności człowieka do grzechu oraz łatwości popełniania go. Trzeba być nieustannie świadomym tego faktu, że „niewola grzechu”, nie niszczy w osobie ludzkiej wolnej woli. Gdyby tak się działo, człowiek przecież nie mógłby ponosić bezpośredniej odpowiedzialności przed Bogiem za własne czyny.

Warto wspomnieć w tym miejscu o dwóch skrajnych postawach, jakie na temat grzechu pierworodnego reprezentowali: w starożytności, rzymski mnich Pelagiusz oraz u progu czasów nowożytnych, niemiecki mnich z zakonu augustianów dr Marcin Luter (7). To od imienia brytyjskiego mnicha i teologa Pelagiusza, wywodzi się nazwa herezji określanej pelagianizmem. Pelagiusz, pod koniec IV wieku, jako pierwszy człowiek w historii Kościoła, zakwestionował istnienie grzechu pierworodnego(8). Warto nadmienić, że w rozumieniu -teologicznym grzech pierworodny posiada dwa zasadnicze aspekty:
– „peccatum originale originans” („grzech osobisty Adama i Ewy”)
– „peccatum originale originatum” („grzech przechodzący na potomstwo, aż do końca świata”)(9).

Kontrowersja Pelagiusza odrzuca „peccatum originale originatum”. Natomiast przyjmuje i w pełni akceptuje „peccatum originale originans”. Tym samym, grzech pierworodny, był jedynie grzechem pierwszych rodziców (Adama i Ewy). Pelagianie przyjmując założenie, że grzech pierworodny nie przechodzi na synów Adama, stanęli wobec problemu uzasadnienia kwestii istnienia zła i złego postępowania chociażby Kaina, Abla, czy też istniejących nieprawości w świecie, jak i potrzeby chrztu, itp.

Pelagianie w tej materii okazali jednak wiele sprytu. Dla Pelagiusza oraz jego zwolenników grzech pierworodny przeszedł na resztę ludzkości nie na skutek odziedziczonej po prarodzicach grzesznej naturze, lecz na skutek naśladowania ich złego postępowania (10). Pelagianizm, jak podkreślał to ks. prof. dr hab. Wincenty Granat, dostrzegał w naturze jedynie radykalne dobro (11). Odrzucał tym samym konieczność łaski Boga. Takie stanowisko Pelagiusza, stawiało pod znakiem zapytania potrzebę udzielania sakramentu chrztu oraz celowość i sens zbawczej śmierci Chrystusa, jak i sam aspekt odkupieńczej męki i śmierci Zbawiciela.

Zwalczaniem kontrowersji pelagiańskiej zajął się św. Augustyn. Chociaż sam spór w Kościele trwał długo, to dopiero w roku 592, na Synodzie w Orange, znaleziono stosowne rozwiązanie tej kwestii, przyjmując istnienie grzechu pierworodnego jako „peccatum originale originans” oraz „peccatum originale originatum”. Wskazano również, że sam człowiek, po grzechu pierworodnym, zmienił się na gorsze (12). Pelagianizm, w swej istocie, przedstawia się jako naturalizm, czyli pogląd który deklaruje powszechne zdrowie ludzkiej natury. Tym samym poglądy Pelagiusza wnoszą w przestrzeń teologiczną całkowite przekreślenie rzeczywistości grzechu.

dr Artur Dąbrowski (cz. 1)

—————————————————
1) Ch. Schönborn, Grzech pierworodny w nauczaniu Kościoła, , przeł. J. Zychowicz, Poznań 1997, s. 7.
2) L. Balter, Problem reinterpretacji skutków grzechu pierworodnego w człowieku, w: Zło w świecie, „Kolekcja Communio” nr 7, Poznań 1992, s. 247.
3) Św. Augustyn, O wolnej woli, I, 1, tłum. A. Trombala, w: Dialogi filozoficzne, Kraków 2001, s. 493.
4) Tamże, II, 4, s. 496.
5) Cytaty za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu (Biblia Tysiąclecia), wydanie piąte, Poznań 2002.
6) Por. L. Balter, Problem reinterpretacji skutków grzechu pierworodnego…, s. 248.
7) Por. F. Lau, Marcin Luter, tłum. J. Narzyński, cz I, Warszawa, 1966, s. 28.
8) H. Masson, Słownik herezji w Kościele katolickim, tłum. B. Sęk, Katowice 1993, s. 236-237.
9) Por. P. Gasparri, Katechizm katolicki, 71- 75, z IV wyd. łacińskiego tłum. J. Korzonkiewicz, Warszawa 1941, s. 25-27.
10) Por. V. Grossi, L. Ladaria, P. Lecrivain, B. Sesboue, Historia dogmatów, t. II, Człowiek i jego zbawienie. Antropologia chrześcijańska: stworzenie, grzech pierworodny, usprawiedliwienie i łaska, rzeczy ostateczne. Etyka chrześcijańska: od „autorytetów” do Magisterium, tłum. P. Rak, red. nauk. T. Dzidek, Kraków 2001, s. 144.
11) Por. W. Granat, Dogmatyka Katolicka, t. V, O łasce udzielanej przez Chrystusa Odkupiciela, Lublin 1959, s. 51.
12) Por. S. Głowa, I. Bieda, Breviarum fidei, Poznań 2000, s. 198-199.

„Żyjemy w czasach ogromnych zagrożeń i niezwykłych szans dla ludzkości i świata, w czasach, za które wszyscy ponosimy ogromną odpowiedzialność” – Joseph Ratzinger

Ratzinger

 

Widoczne obecnie zderzenie kultur, a co za tym idzie i wartości, jakie ze sobą niosą, w opinii Josepha Ratzingera, nastąpiło na skutek wykluczania przez współczesną cywilizację Boga oraz opartych na Ewangelii wartości. Świat muzułmański według emerytowanego papieża w następujący sposób odbiera naszą cywilizację: Kraje zachodnie nie mogą już głosić światu przesłania moralnego, bo mają mu do zaoferowania know how; religia chrześcijańska spasowała, właściwie już nie istnieje jako religia; chrześcijanie nie mają już żadnej etyki ani wiary, pozostały tylko jakieś resztki w postaci nowoczesnych idei oświeceniowych – natomiast my mamy religię, która utrzymuje swój status

Ratzinger podkreśla również, że: Odrodzenie islamu wiąże się nie tylko ze wzrostem materialnej pomyślności krajów islamskich, ale i z przekonaniem, że ta religia jest w stanie stworzyć istotny dla życia narodów duchowy fundament, podstawę, która wymknęła się starej Europie z rąk.

Trzeba powiedzieć jasno, że obserwowany obecnie szybki wzrost populacji wyznawców islamu, który idzie w parze z niskim współczynnikiem urodzeń mieszkańców Europy, rodzi obawy o przyszłość cywilizacji zachodniej. Z jednej strony, obecność muzułmanów w państwach europejskich podnosi współczynnik dzietności krajów Starego Kontynentu. Z drugiej natomiast, widzimy jak bardzo kultura islamu nasycona jest wysokim stopniem hermetyczności i odpornością na asymilację kulturową.

Warto w tym miejscu odnieść się do myśli twórcy „teorii zderzenia cywilizacji” – Feliksa Konecznego, który podkreślał wprost, że: Każda cywilizacja dąży do ekspansji, gdziekolwiek spotkają się ze sobą dwie cywilizacje, muszą ze sobą walczyć”. Dziś wyraźnie widać, jakie spustoszenie w Europie wywołała polityka multikulturowa, z jej założeniami promującymi współżycie na jednym obszarze kulturowym społeczeństwa wyznającego odmienne wartości, etykę, obyczaje, czy religię.

Wspomniany profesor Koneczny uważał, że w perspektywie zaistniałej konfrontacji dwóch odmiennych cywilizacji, społeczeństwo skazane zostanie na podsycanie wzajemnych antagonizmów, które w konsekwencji prowadzą do konfrontacji i wyparcia jednej z nich. W konsekwencji zderzenia cywilizacji, powołując się na doświadczenie historyczne Koneczny stwierdza, że w konfrontacji zwycięża zawsze ta bardziej prymitywna cywilizacja, którą cechuje wysoki poziom ekspansji.

Odrodzenie islamu, jak pisał Joseph Ratzinger: wiąże się nie tylko ze wzrostem materialnej pomyślności krajów islamskich, ale i z przekonaniem, że ta religia jest w stanie stworzyć istotny dla życia narodów duchowy fundament, podstawę, która wymknęła się starej Europie z rąk.

W dzisiejszym świecie, jak twierdzi papież emeryt: chętniej mówimy o wartościach niż o prawdzie, by nie popaść w konflikt z ideą tolerancji i z demokratycznym relatywizmem. Jesteśmy świadkami tego, jak Zachodni politycy bezproblemowo aprobują odmienne aksjologie, nie pozwalając przy tym zaistnieć w przestrzeni publicznej wartościom chrześcijańskim. Widzimy, że Europa nie tylko się starzeje, ale również masowo wyzbywa się swych chrześcijańskich korzeni.

Widzimy, jak całe społeczeństwa nie tylko egzystują w oparach poprawności politycznej, ale zdają się być ukształtowane przez laicyzm i sekularyzację. Te dwa elementy przemodelowały społeczeństwo wysysając z niego wszelkie przejawy sił duchowych, jakie przez wieki wsączyło w nie chrześcijaństwo.

Cóż, chyba rację miał Feliks Koneczny uważając że: Nie ma większego absurdu, jak doktryna o upadaniu cywilizacji w skutek starości. Nigdy żadna cywilizacja nie musi zamierać ani umierać na uwiąd starczy, lecz w każdej chwili może się zatruć pomieszaniem cywilizacyjnym.

Art

„Przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę” – św. Jan Paweł II.

Rodzina

Rodzina jest pierwotną grupą społeczną, uczestnictwa, w której doświadczają prawie wszyscy ludzie na różnych etapach życia, niezależnie od zróżnicowania kulturowego, terytorialnego i dziejowego[1]. Rodzina stanowi najbardziej uniwersalną formę społecznych i osobistych kontaktów człowieka i obejmuje wiele sfer jego życia.

Zbigniew Tyszka podkreśla, że rodzinę można zdefiniować z punktu widzenia grupy
i więzi łączących członków rodziny, jako: zbiorowość ludzi powiązanych ze sobą więzią małżeństwa, pokrewieństwa, powinowactwa lub adopcji[2]. Z kolei Susan Forward charakteryzuje rodzinę jako: system, grupę wzajemnie powiązanych ze sobą ludzi, z których każdy oddziałuje silnie na pozostałych, często w sposób ukryty. Rodzina to skomplikowana sieć: miłości, zazdrości, dumy, zmartwień, radości, winy – przypływy i odpływy ludzkich emocji w najszerszej gamie. Emocje te pojawiają się nieoczekiwanie, są efektem rodzinnych postaw, sposobów wzajemnego postrzegania się i wzajemnych stosunków[3].

Na kanwie dwóch powyższych wypowiedzi, można dojść do wniosku, że rodzina jest oparciem, dla wzrastającego na jej łonie młodego człowieka. Rodzina spełnia, zatem olbrzymią rolę w wychowywaniu młodych pokoleń, które są przyszłością i nadzieją zarówno społeczeństwa jak i Kościoła[4]. Jest najpełniejszą i najbogatszą szkołą człowieczeństwa, w której ludzie uczą się podstawowych wartości życiowych takich jak: miłość, szacunek dla drugiej osoby, bezinteresowna pomoc czy wdzięczność[5].

Wielokrotnie św. Jan Paweł II powtarzał nam, że: Rodzina jest drogą Kościoła[6]. Niniejszą wspólnotę Papież Polak widział jako jedyną i niepowtarzalną komunię. Był głęboko przekonany o tym, że  tak jak niepowtarzalny jest każdy człowiek, tak niepowtarzalna jest rodzina. Rodzina jest tą drogą, od której nie może się odłączyć Kościół. To właśnie w tej szkole wzrastania, normalnie każdy z nas przychodzi na świat, można więc powiedzieć, że rodzinie zawdzięcza sam fakt bycia człowiekiem[7]. W rodzinie uczymy się odkrywać to, że wszyscy jesteśmy stworzeni do życia w społeczeństwie. Rodzimy się z nieodpartą potrzebą bycia kochanymi i akceptowanymi przez naszych rodziców oraz rówieśników[8].

Mówiąc o fundamencie rodzinnym, Ojciec Święty przenosi spojrzenie na samą rzeczywistość małżeńską i rodzinną. Papież podpowiada nam w ten sposób, że istota i zadania rodziny powinny być generowane poprzez miłość. To właśnie miłości rodzinnej powinni strzec małżonkowie, urzeczywistniać ją i przekazywać dzieciom[9]. W dziele wychowawczym, w które zaangażowani są rodzice duszą apostolstwa i normą powinna stać się miłość rodzicielska, Którą łaska Ducha Świętego ubogaca takimi darami jak: czułość, stałość, dobroć, usłużność, bezinteresowność i duch ofiary.

Ar

—————————————-

[1] Por. Z Kraszewski, Rodzina fundamentem społeczeństwa, Rzeszów 2001, s. 22.

[2] Z. Tyszka, Socjologia rodziny, Warszawa 1976, s. 74.

[3] S. Forward, Toksyczni rodzice, tłum. R. Grażyński, Warszawa 1994, s. 122.

[4] Por. J. Tarnowski, Człowiek – Dialog – Wychowanie. Zarys chrześcijańskiej pedagogiki personalno egzystencjalnej, „Znak”, 1991, nr 9 (436), s. 69.

[5] Por. A. Boniecki, Kalendarium życia Karola Wojtyły, Kraków 1983, s. 12.

[6] Jan Paweł II, List do rodzin, 2 . 17, Wrocław 1994.

[7] Jan Paweł II, Gratissimam sane, 2, Wrocław 1995.

[8] J.C. Dobson, G.L. Bauer, Dzieci w niebezpieczeństwie, tłum. M. Dziewiecki, Warszawa 1997,
s. 10.

[9] Por. Jan Paweł II, Familiaris consortio, 17, Warszawa 2002.

[9] Tamże, 36.

Jacques Maritain – Człowiek który inspirował papieży.

Maritain

Do grona wybitnych chrześcijańskich myślicieli dwudziestego wieku zalicza się Jacquesa Maritaina, francuskiego filozofa, tomistę, autora licznych prac i publikacji naukowych, profesora wielu amerykańskich i europejskich uczelni. Klimat domu Maritainów przesiąknięty był antyklerykalnym laicyzmem, dlatego też, ten wychowany w duchu protestanckim myśliciel, już we wczesnej młodości, porzuca zainteresowanie religią. W czasie studiów na Sorbonie pociąga go wyrosły z empiryzmu i pozytywizmu scjentyzm oraz socjalizm. Na wspomnianej wyżej uczelni poznaje swoją przyszłą żonę, Raissę, córkę rosyjskich emigrantów z Rostowa nad Donem, która w pełni podzielała pasję filozoficzną Jacquesa. W 1905 roku Raissa i Jacques doświadczają kryzysu wewnętrznego związanego z poczuciem braku sensu życia. Postanawiają dać sobie rok czasu na znalezienie sensu życia, a w razie niepowodzenia popełnić samobójstwo.
 
W tym samym czasie, zarówno Jakub, jak i Raissa uczęszczają na wykłady twórcy intuicjonizmu Henriego Bergsona. Spotkanie z Bergsonem w College de France owocuje właściwym rozumieniem bezzasadnych roszczeń scjentyzmu i naturalistycznego materializmu. To od Bergsona, Jacques i Raissa, przejmują pogląd, o istnieniu w świecie Absolutu. W taki sposób, wychowany w duchu agnostycyzmu i antyklerykalnego laicyzmu, myśliciel, po doświadczeniu wielu egzystencjalnych kryzysów, odnajduje drogę do katolicyzmu.
 
Jacques, przedzierając się poprzez gąszcz współczesnych mu doktryn filozoficznych, widzi w nich jedynie zawód, niepewność i pustkę. W 1906 roku Maritain wraz z żoną Raissą przyjmuje chrzest. Ojcem chrzestnym obojga neofitów został słynny pisarz katolicki Leon Bloy . Po swoim nawróceniu Jacques skłania się do lektury tekstów św. Tomasza z Akwinu. I to właśnie spotkanie ze spuścizną intelektualną i rozmowy z dominikaninem Humbertem Clerissac przyczyniły się do jeszcze głębszej analizy i lektury tekstów filozoficzno-teologicznych św. Tomasza z Akwinu.
 
Zgłębianie myśli św. Tomasza z Akwinu zaowocowało w życiu Maritaina ponownym odkryciem swego powołania. O doświadczeniu tym pisał następująco: „Doświadczyłem w tym jakby olśnienia rozumu; moje filozoficzne powołanie zostało mi w pełni zwrócone”. W rzeczywistości, zetknięcie się Maritaina z doktryną Akwinaty, sprawiło, że znalazł on w tomizmie drogę do podjęcia dialogu ze współczesnymi mu nurtami filozoficznymi. Jak sam zaznaczy to później: „Przez trzydzieści lat pracy i walki szedłem zawsze tą samą drogą z uczuciem, że tym głębiej i tym bliżej współżyję z poszukiwaniami, odkryciami i trudnościami myśli współczesnej”. W tym kontekście Maritain wypowiada słynne słowa: „Biada mi, gdybym nie tomizował”.
 
Zagłębienie się w spuściźnie filozoficznej Tomasza z Akwinu pozwala Maritainowi rozwinąć na jej fundamencie własną twórczość pisarską i filozoficzną . Wiele jego prac porusza zagadnienia z pogranicza filozofii i teologii. Jednakże, w większej mierze, twórczość intelektualna Jacqesa Maritaina obejmuje epistemologię, ontologię, antropologię, pedagogię, estetykę, filozofię społeczną, polityczną, filozofię przyrody, etykę, teodyceę, historię filozofii, filozofię kultury . W swej bogatej twórczości przedstawiał również koncepcję cywilizacji inspirowanej wartościami ewangelicznymi.
 
W koncepcjach dotyczących osoby ludzkiej, ładu społecznego oraz rzeczywistości ziemskich upatrywał źródeł dla oświeceniowej wizji świata. W związku z tym, tej zsekularyzowanej, zamkniętej na chrześcijaństwo kulturze oświeceniowej, przeciwstawia swoją ideę cywilizacji chrześcijańskiej. W tym kontekście postulował koncept wszechświatowej wspólnoty politycznej stanowiący próbę rzetelnej gwarancji dobra wspólnego całej ludzkości .
 
Filozofia społeczna, którą wypracował Jacques Maritain, jak i jej tezy, w opinii włoskiego filozofa i publicysty Vittorio Possentiego, czynią z niego orędownika, współtwórcę, prekursora praw człowieka. Niestety i w kręgach katolickich nie zawsze się o tym pamięta. Warto przypomnieć o tym, że Maritain należał do rzędu tych myślicieli chrześcijańskich, którzy podjęli krytykę anachronicznych struktur społeczno – politycznych, tkwiących swymi korzeniami jeszcze w średniowieczu. W tym kontekście widział potrzebę wypracowania nowej koncepcji wychowawczej zarówno przez Kościół, jak i państwo.
 
Pod znacznym wpływem francuskiego filozofa znajdowali się papież Paweł VI, pisząc swoje encykliki o charakterze społecznym . Należy również przypomnieć, że wspomniany powyżej, Paweł VI, w wielu publicznych wypowiedziach, uznawał Jacquesa Maritaina za swojego mistrza i nauczyciela, oraz osobowy wzór życia chrześcijańskiego. Również i Jan Paweł II, przy okazji upowszechniania, jak i wprowadzania postanowień Soboru Watykańskiego II, korzystał obficie z filozoficznej spuścizny myśli Maritaina.I właśnie takim sposobem refleksje francuskiego filozofa zadomowiły się w oficjalnych wypowiedziach obu papieży .
 
Można, zatem śmiało powiedzieć, że Jacques Maritain należał do grona tych osób, które, w sposób znaczący, wpłynęły na obraz współczesnego katolicyzmu. Czasom współczesnym, ich upadkom i wzlotom na płaszczyźnie edukacji, przyglądał się Maritain przez pryzmat nauki św. Tomasza z Akwinu. Jego, jako swego duchowego przewodnika, określał często mianem apostołem czasów nowożytnych .
 
Koncepcja wychowawcza Jacquesa Maritaina osadzona jest na dwóch zasadniczych filarach:”miłości i prawdzie”. Sam twórca tej koncepcji zwykł mawiać, że: „Jeśli nie kocha się prawdy, nie kocha się człowieka. A kochać prawdę, to znaczy kochać wszystko, ponieważ Prawda, wiemy to, jest samym Bogiem”.
 
(ArD)

„Gdy człowiek nie wie, co zrobić, sumienie mówi mu tylko jedno: szukaj – ks. Józef Tischner

Tischner

Na nasz sobotni wypoczynek udajemy się z ks. Józefem Tischnerem. Chcemy wsłuchać się w to, co ten wybitny kapłan i filozof, ma do powiedzenia nam dziś o świecie wartości. Tym samym, udajemy się w podróż sentymentalną w towarzystwie tego niezwykłego człowieka, który niejednokrotnie potrafił rozbawić swoich słuchaczy, czy też czytelników do łez.

Z biografii ks. Tischnera dowiadujemy się, że jego ojciec był nade wszystko wrażliwym człowiekiem, który podczas zajęć lekcyjnych mówił spokojnym, stanowczym głosem, stukając wskaźnikiem w tablicę; najbardziej lubił wykładać matematykę i historię. Głos mamy był żywszy, mówiła barwniej, starając się skupić uwagę rozproszonych dzieci. Uczyła nie tylko czytania i pisania, ale też praktycznych umiejętności: gotowania, szycia. Starała się, by wiedza zdobyta w szkole nie była oderwana od codziennego życia dzieci[1]. Taki świat wartości w życie ks. Tischnera wnieśli jego rodzice.

Istotnym etapem wzrostu duchowego oraz intelektualnego Józefa Tischnera okazał się okres studiów w krakowskim WSD. Pomimo seminaryjnego rygoru, alumn Tischner, czuje się w wśród profesorów i kleryków bardzo dobrze. Sam po latach stwierdził: Mnie ten świat ciągnął. Tam wydało mi się jaśniej, dużo więcej swobody, szerokiego myślenia[2]. Oczywiście ta otwartość na myślenie i świat wartości, przyniosły owoce w postaci niezwykle płodnego dorobku naukowego i pogłębionej refleksji nad wieloma aspektami filozoficznymi.

Jednakże, szczególne miejsce w filozofii Tischnera zajmuje problematyka wolności. W jednej ze swych publikacji, omawiając wolność w perspektywie wychowania, ks. Józef Tischner stwierdza: Problemem najciekawszym, najpiękniejszym jest problem jeden: w jaki sposób człowiek może obudzić w drugim człowieku poczucie wolności. Bo zazwyczaj zastanawiamy się nad tym, co ja powinienem zrobić, żeby drugim tak, a nie inaczej pokierować. Ale pokierować drugim to znaczy zagrać z nim w jakąś grę, może nawet zapanować nad nim. Tymczasem najgłębszym problemem wychowawczym nie jest to, w jaki sposób panować nad człowiekiem, ale w jaki sposób obudzić w nim człowieczeństwo. A człowieczeństwem jest wolność[3].

W opinii ks. Józefa Tischnera, wolność przedstawia się jako wartość fundamentalna. Dlatego też uważał, że wychowanie należy sprowadzić do właściwego korzystania z daru wolności. Tischner często akcentował, że wolność, to nade wszystko, odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale także za innych[4]. Powtarzał przy tym, że człowiek gnębiony, to człowiek niedojrzały, a człowiek niedojrzały nie jest odpowiedzialny i zdolny do samodzielnego życia[5]. Dlatego im więcej dajemy drugiej osobie obszaru, tym bardziej umożliwiamy jej realizację wyborów. Tym samym, o wiele szybciej nabierze ona mądrości życiowej i nauczy się odpowiedzialności za własne czyny[6].

Z przesłania ks. Tischnera na temat wartości jaką stanowi wolność, wyłania się zasadniczy wniosek: Wolność człowieka nie może istnieć w oderwaniu od odpowiedzialności. Dlatego człowiek, o tyle może ponosić za coś odpowiedzialność, o ile nie jest do czegoś przymuszony. Jedynie czyn, który posiada swoje źródło w wolności człowieka, może zostać określony jako czyn w pełni ludzki. Należy jednak pamiętać, że wolności należy używać rozumnie.

Ważnym momentem w naszej sobotniej refleksji nad tematyką wolności, będzie zwrócenie uwagi na podpowiedź ks. Tischnera, który przekonuje nas, że w rzeczywistości wolność nie jest najwyższą wartością człowieka, ponieważ służy prawdzie i dobru. Ale jest wartością podstawową[7]. Nie sposób nie dopowiedzieć w tej materii jeszcze jednej ważnej rzeczy, o której poucza nas ks. Tischner: Wolność to ta jedyna w swoim rodzaju wartość etyczna, od której realizacji zależy realizacja wszystkich innych wartości osobowych[8].

(ar)

 

—————————————————

[1] Por. W. Bonowicz, Tischner, Kraków 2001, s. 30.

[2] W. Bonowicz, Kapelusz na wodzie. Gawędy o księdzu Tischnerze, Kraków 2010, s. 50.

[3] W. Bereś, A. Więcek, Tischner – życie w opowieściach, Warszawa 2008, s. 9.

[4] J. Tischner, W krainie schorowanej wyobraźni, Kraków 1997, s. 148.

[5] Por. M. Piaskowski, M. Majzel M., P. Kołodzińśki, Aktualność Tischnera, Szczecin 2008, s. 29.

[6] Por. S. Szary, Filozofia wychowania Józefa Tischnera, w: „Zeszyty Naukowe Szkoły Wyższej Przymierza Rodzin w Warszawie”, Seria Pedagogiczna Nr 1, Zeszyt 3/2009, Warszawa 2009, s. 53.

[7] Tamże.

[8] J. Tischner, Idąc przez puste Błonia, Kraków 2005, s. 17-18.