„W codziennym trudzie, w wysiłku umysłu, woli serca – obraz dziecka pozostaje dla człowieka natchnieniem i źródłem nadziei” – św. Jan Paweł II

Maluchy

Na kanwie dzisiejszych działań Fundacji, w jednej z palcówek oświatowych na terenie Kłobucku, zrodziła się krótka refleksja na temat wychowania i funkcjonujących w nim wartości.

Święty Jan Paweł II, podczas przemówienia wygłoszonego w siedzibie UNESCO, 2 czerwca 1980 roku, odniósł się do kwestii wychowania. Przemówienie samo w sobie stanowi majstersztyk, w którym Święty Papież, nie omieszkał wskazać, że w wychowaniu chodzić musi o to, ażeby człowiek stawał się coraz bardziej człowiekiem – o to, ażeby bardziej był, a nie tylko więcej miał – aby więc poprzez wszystko, co ma, co posiada, umiał bardziej i pełniej być człowiekiem – to znaczy, ażeby również umiał bardziej być nie tylko z drugimi, ale także i dla drugich [1].

O tym, jak ważną rolę w wychowaniu odgrywają rodzice oraz nauczyciele, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. W tej dyskretnej materii, za jaką uchodzi wychowanie, każda osoba powinna kierować się zasadą pozostawioną nam przez Janusza Korczaka: Jestem nie po to, aby mnie kochali i podziwiali, ale po to, abym działał i kochał. Nie obowiązkiem otoczenia pomagać mnie, ale ja mam obowiązek troszczenia się o świat, o człowieka [2].

Książka stanowi doskonały pomost rzucony pomiędzy osobami dorosłymi, a dziećmi. Książki pomagają zarówno dzieciom, jak i osobom dorosłym, nie tylko rozumieć relacje, ale i otwierać drzwi świata kluczem prawdy i miłości.

Nie mylił się Mickiewicz twierdząc, że: Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie. Święty i czysty jak pierwsze kochanie. Święty i czysty czas lat dziecięcych, przekonuje nas o tym, że jedynie wychowany człowiek może wychowywać. Jakże trafnie rozumiał to błogosławiony papież Paweł VI, kiedy w analizie współczesnego świata nie omieszkał stwierdzić, że: człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami [3].

Aleksandra Topczewska

[1] Św. Jan Paweł II, Przemówienie wygłoszone w siedzibie UNESCO (Paryż, 2 czerwca 1980).

[2] J. Korczak, Pamiętnik, Poznań 1984, s. 37.

[3] Przemów. Pap Pawła VI do członków „Concilium de Laicis”             (2. X. 1974)

 

 

„Miłość jest dzieckiem wolności” Erich Fromm.

Przechwytywanie

 

Przed Jezusem staje człowiek zadając pytanie o nurtującą go teologiczną kwestię: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. (MT 22, 36-40).

Jezus wyjaśnia, że miłość jest zakorzeniona w ludzkim sercu. Dlatego też jeżeli w ogóle stara się zaistnieć, to usiłuje się ujawnić na różne sposoby. Mówiąc krótko miłość manifestuje się, czy też zawiera w pewnej formie słów, czynów, czy po prostu gestów miłości. To właśnie dzięki słowom i czynom druga osoba, która nie ma bezpośredniego wglądu do naszego serca, może nabrać przekonania, że jest w istocie autentycznie kochana. Nic zatem dziwnego, że miłość odczytuje się w jej zewnętrznych znakach.

Ks. Józef Tischner w przestrzeń miłości wpisuje nowy postulat, jakim jest rozumienie drugiego człowieka. W tym kontekście stwierdza, że: Kiedyś miłość bliźniego wyrażała się w poleceniu nie będziesz zabijał nieprzyjaciół. A teraz do tego przykazania doszło nowe: będziesz rozumiał nieprzyjaciół. Musisz rozumieć,bo nieprzyjaciel ma ci bardzo dużo do powiedzenia o tobie samym, o twojej własnej sytuacji.

Rzeczywiście, przyglądając się miłości z tej perspektywy , można stwierdzić, że w swym odniesieniu do osoby jest ona , ale i podstawowym sposobem uczestnictwa w dobru. W takiej perspektywie, mówiąc językiem Tischnera: Niebo rośnie na miarę naszej dzisiejszej miłości, ponieważ dzięki niej możemy pojąć wszystko.

Miłość dotyka również, a może nade wszystko obszaru wolności. To właśnie wolność jest kluczem, który wartości otwiera drogę w głąb człowieka. Wolność charakteryzuje czyny właściwe człowikowi. To ona sprawia, że osoba ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, których jest sprawcą. Oczywiście, wolność czyni człowieka odpowiedzialnym za swe czyny, ale w takiej mierze, w jakiej wypływają one z dobrowolności.

Erich Fromm, wychodził z założenia, że nie można szanować człowieka, jeżeli się go nie poznaW takich okolicznościach zarówno zatroskanie, jak i i odpowiedzialność byłyby w rzeczywistości ślepe, gdyby zabrakło im poznania. W tej perspektywie istotną rolę pełni wolność, która w opinii niemieckiego filozofa, uwalnia człowieka z egoizmu i zniewolenia. Dlatego nie wahał się wyrazić dobitnie, że: Miłość jest dzieckiem wolności, nigdy zaś ujarzmienia. 

W tej perspektywie powyższych słów, pytanie postawione przez Fromma o to: Czy miłość jest sztuką? pozostaje nadal otwarte. Jeżeli odpowiemy na nie z pewnością tak, to trzeba wiedzieć, że wymagać będzie ono od nas zarówno wiedzy, jak i wysiłku. Tylko jak o tym mówić współczesnemu człowiekowi, kiedy u większości ludzi problem miłości tkwi przede wszystkim w tym, żeby b y ć k o c h a n y m , a nie w tym, by k o c h a ć, by umieć kochać. Dlatego też główną sprawą dla nich jest, jak zdobyć czyjąś miłość, co zrobić, żeby wzbudzić uczucie.

W tej kwestii znajdujemy odpowiednią wskazówkę w myśli Prymasa Tysiąclecia, który podpowiada nam, że: Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi

(ad 2016)

 

35 lat temu – 28 maja 1981 roku – zmarł kardynał Stefan Wyszyński.

Prymas

Na łamach „Niedzieli”, propagator kultu miłosierdzia Bożego, ks. Edmund Boniewicz SAC, nakreślił nam następujący obraz Stefana Kardynała Wyszyńskiego: Dostojeństwo i królewski niemal sposób bycia łączył z wielką ewangeliczną dobrocią, okazywaną każdemu na co dzień. Ujmujący, bezpośredni i pełen prostoty, dla wszystkich życzliwy (Nr 01/ 2001).

Prymas Tysiąclecia nie tylko uwrażliwiał nas na prawdę i miłość, ale w czasie zaprogramowanej ateizacji Polski dał nam autentyczny przykład, że nawet w dobie upadlania narodu, nie można przestać kochać drugiego człowieka. Dlatego zachęcał wszystkich do tego, by we wnętrzu swojego sumienia pozostali wierni prawdzie.

W czasie internowania w Stoczku Warmińskim, pod jakże wymowną datą, 24 grudnia 1953 r., znajdują się bardzo znamienne słowa: Nie zmuszą mnie niczym do tego, bym ich nienawidził  („Zapiski więzienne”, Warszawa 2001, s. 159). Kochając tych, którzy Go nienawidzili, Ksiądz Prymas modlił się gorliwie nie tylko o ich nawrócenie, ale o triumf prawdy, w życiu nie tylko sprawcy i głównego zleceniodawcy swego uwięzienia – Bolesława Bieruta, ale całego narodu.

Kardynał Wyszyński, zwracał uwagę na konieczność odwagi, jaka towarzyszyć powinna osobom, społeczeństwu, w głoszeniu prawdy. W Bazylice Archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie, 21 kwietnia 1974 r., mówił wprost, że obecnie dostrzega się odnawiający głód ludzi prawdziwych. To znaczy żyjących w prawdzie i miłości

Kardynał Wyszyński, przypomina i nam, osobom żyjącym w XXI wieku, że ludzi mówiących prawdę nie trzeba zbyt wielu. W końcu sam Chrystus wybrał niewielu do głoszenia prawdy. Tylko słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo jest detaliczne i sklepikarskie. Zmienia się jak towar na półkach musi być ciągle nowe, musi mieć wiele sług, które wedle programu nauczą się go na dziś, na jutro, na miesiąc. Potem znowu będzie szkolenie na gwałt w innym kłamstwie, by oponować całą technikę zaprogramowanego kłamstwa trzeba wielu ludzi. Tak wielu ludzi nie trzeba by głosić prawdę. Ludzie znajdą, przyjdą z daleka by słów prawdy szukać, bo w ludziach jest naturalna tęsknota za prawdą (M. Kindziuk, Dotknięcie Boga, Warszawa 2003, s.104).

Niestety, trzeba sobie jasno powiedzieć, że testament pozostawiony nam przez Prymasa Tysiąclecia, jest lekcją, którą musimy jeszcze odrobić. I w obecnej dobie, na wielu obszarach ludzkiego życia dostrzegamy upowszechnianie nieprawdy, którą dodatkowo, bardzo często, nazywa się roztropnością. W takiej rzeczywistości człowiek roztropny ukrywa, to co ma powiedzenia. Po co się narażać ? (S. Wyszyński, Idzie nowych ludzi premię”, Poznań 2001, s. 245). A Prymas przecież wielokrotnie zachęcał nas do tego, by w każdej sytuacji okazywać odwagę, powtarzając, że największym brakiem apostoła jest lęk.

(AD)

Sympozjum w 125 rocznicę społecznej encykliki „Rerum novarum”

PLAKAT sympozjumSYMPOZJUM „OD RERUM NOVARUM DO CENTESIMUS ANNUS” 4. CZERWCA W GODZ. 9.00. – 13.00. AULA TYGODNIKA KATOLICKIEGO „NIEDZIELA” W CZĘSTOCHOWIE.

Fundacja „Wiara i Książki”wśród grupy partnerów, organizowanego przez: Akcję Katolicką Archidiecezji Częstochowskiej, Krajową Radę Katolików Świeckich oraz Fundację NIEDZIELA. Instytut Mediów.

Honorowy patronat nad sympozjum sprawuje Metropolita Częstochowski Arcybiskup Wacław Depo.

Odczyty wygłoszą:
Minister Andrzej Dera –  Kancelaria Prezydenta RP,
Dr Artur Dąbrowski      –  Prezes Akcji Katolickiej Archidiecezji
Częstochowskiej,
Ks. dr Jacek Molka         –  Redaktor „Niedzieli”,
Ks. Mariusz Frukacz      – Redaktor „Niedzieli”.

W kręgu partnerskim znaleźli się:

Wydawnictwo św. Filipa Apostoła, Kryniczanka, Fundacja „Servire homini”, Fundacja dla Życia i Rodziny im. św. Jana Pawła II, Fundacja „Vitam”, Fundacja „Czyn Katolicki”, Katolicka Szkoła Podstawowa i Gimnazjum Katolickie w Częstochowie, Zespół Szkół Muzycznych w Częstochowie im. M. J. Żebrowskiego.

„Sapientiae christianae” wstępem do „Rerum novarum”.

LeonXIII

Fenomen Leona XIII – „Sapientiae christianae” obowiązki chrześcijanina jako obywatela.

Na rok przed ukazaniem się „Rerum novarum”, papież Leon XIII zwrócił uwagę członków Kościoła na społeczny wymiar obowiązków chrześcijan jako obywateli. Uczynił to w encyklice „Sapientiae christianae”. Kiedy bierzemy się za lekturę „Sapientiae christianae”, możemy odnieść wrażenie, że dokument ten, stanowi doskonałe wprowadzenie w fundamentalny tekst ponadczasowej encykliki o kwestii społecznej, za jaki uchodzi „Rerum novarum”.

„Sapientiae christianae”, Leon XIII, dokonując oglądu cywilizacji technicznej, nie omieszkał zwrócić uwagi na to, że materialnemu postępowi nie towarzyszy duchowy wzrost, ale niestety duchowy regres. Aż nadto dobitnie wyraził to Leon XIII stwierdzając, że: im większy postęp w dziedzinach życia materialnego, tym większym też się staje cofanie się i upadek w dziedzinie owych wyższych dóbr (SCh, 3).

Jest wiele kwestii w niniejszym dokumencie, które ukazują papieski geniusz i wyczucie w zakresie badania znaków czasu. Tym jednak, co najbardziej urzeka w geniuszu Leona XIII, jest nade wszystko, zwrócenie uwagi na niebezpieczeństwo instrumentalnego traktowania Kościoła w sferze politycznej.

Papież aż nadto dobitnie wyraził to w słowach: Wciągać Kościół do walki stronnictw albo chcieć go uczynić swoim sprzymierzeńcem przeciwko tym, których się chce zwyciężyć, to czynić by mogli tylko ludzie, którzy by chcieli zuchwale nadużywać religii świętej (SCh, 29).

Leon XIII przypomina nam również o nadprzyrodzonym powołaniu Kościoła i wynikających z tego powołania celach, które są niezależne i wyższe od celów do których dąży społeczność państwowa. Warto zaznaczyć, że Ojciec Święty, nie zniechęca członków Kościoła do zaangażowani w życie polityczne. Leon XIII nie tworzy utopijnych wizji, ale jest katolickim realistą, który jako papież poucza swoje owce, że kwestiach publicznych należy wspierać mężów wypróbowanej prawości i chrześcijańskiego usposobienia (SCh, 32).

Wspomniany wyżej papieski geniusz zawarty w „Sapientiae christianae”, uwidacznia się na każdej karcie encykliki. Jednakże to, co chyba najbardziej urzeka i chwyta za serce, to nie tylko trafne wyczucie i dokładna analiza sytuacji, dokonanej przez Leona XIII, ale odwaga promowania ponadczasowych i uniwersalnych wartości ewangelicznych w czasach, kiedy wszystko to, nosiło na sobie rysy inspirowane katolicyzmem zostało kontestowane (por. SCh, 3).

Co do ponadczasowego przesłania „Sapietiae christianae”, to warto przypomnieć o tym, co Leon XIII, miał do powiedzenia w kwestii fałszywej roztropności w dziedzinie polityki. Nasz papież od kwestii społecznych, poucza nas, że: Ci, którzy się trudnią sprawami publicznymi, winni przede wszystkim dwóch wystrzegać się błędów. Jeden z nich ukrywa się pod szatą mądrości. Drugi nie jest w gruncie niczym innym, jak zbrodniczym przecenianiem siebie (SCh, 33).

No cóż. Aż trudno uwierzyć, że słowa napisane w XIX wieku, tchną aktualnością i dziś, w XXI wieku. I jak tu nie wierzyć, że Leon XIII, był po prostu geniuszem.

(AD)

 

 

„Wiara wymaga, byśmy w obliczu Eucharystii mieli świadomość, że stajemy przed samym Chrystusem” – św. Jan Paweł II.

Eucharystia

W encyklice „Ecclesia de Eucharistia”, Jan Paweł II, przypomniał nam, że: Kościół żyje dzięki Eucharystii (EdE, 1). To właśnie w Eucharystii, jak uczy Sobór Watykański II, zawarte jest całe dobro duchowe Kościoła, którym jest sam Chrystus (PO, 5). W pamiętnej homilii, w trakcie Mszy świętej celebrowanej na zakończenie Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego, który odbył się 1 czerwca 1997 r., we Wrocławiu, papież podpowiedział nam, że Kościół powinien żyć Eucharystią, czerpiąc z niej niezbędne siły duchowe do realizacji swej misji. Zwrócił przy tym uwagę, na fakt, że: Eucharystia jest sercem Kościoła!

W tej perspektywie, Eucharystia staje się spotkaniem osób ze Zbawicielem, który w Ofierze Eucharystii sprawia, że tłumy serc, zagarnięte są przez Jedno Serce, przez Jedno Serce najprostsze, przez najłagodniejsze (K. Wojtyła, „Pieśń o słońcu niewyczerpanym”).

Serce uchodzi nie tylko za symbol miłości, współczucia, szczodrości i oddania, ale symbolizuje również miłosierdzie. Odczytując niniejszą symbolikę w kontekście papieskich wskazań zawartych w „Redemptor hominis”, bez wątpienia w przestrzeń eucharystyczną, każdy chrześcijanin będzie umiał wejść ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią (RH, 10). I własnie w tej eucharystycznej przestrzeni, na spotkanie człowiekowi wychodzi Bóg bogaty w miłosierdzie, by w ludzkim sercu złożyć Chleb Niebiański – samego Chrystusa.

Miłość domaga się manifestacji, czułości, gestów, czy celebrowania rocznic. Stąd też, Kościół sprawując codziennie Eucharystię, pragnie swoje przywiązanie i miłość do niej ukazać światu. Dlatego organizuje procesje w Boże Ciało. Uroczystość ta, jak pisze emerytowany papież Benedykt XVI: jest wyznaniem wiary w miłość, wyznaniem wiary w Boga, który jest miłością. 

Chcąc w pełni zrozumieć znaczenie Bożego Ciała, należy utkwić wzrok w liturgii, ponieważ w niej zawiera się objaśnienie tej uroczystości. Papież Benedykt XVI, podkreślając, znaczenie gromadzenia się wokół Chrystusa, w tym dniu zwraca nam uwagę na trzy istotne aspekty konstytuujące ten dzień: Stać przed Panem, iść z Nim i klęcząc przed Nim – to są trzy elementy budujące ten dzień (J. Ratzinger, „Eucharystia. Bóg blisko nas”, Kraków 2002, s. 123).

Temu klęczeniu, stawaniu i pójściu za Chrystusem, towarzyszyć powinna postawa pokory, która jest osadzona w prawdzie. Jakże trafnie wyraża wyraża to hymn eucharystyczny: Adoro te devote”, przypisywany przez  Tradycję św. Tomaszowi z Akwinu. Już w pierwszej zwrotce Akwinata wskazuje nam postawę, jaką należy przyjąć przy zbliżaniu się do Jezusa ukrytego w Eucharystii: Zbliżam się w pokorze i niskości swej, Wielbię Twój Majestat skryty w Hostii tej. Tobie dziś w ofierze serce daję swe. O, utwierdzaj w wierze, Jezu, dzieci Twe.

(AD)

„I wybrałbym najświętsze z wszystkich słów i rzekłbym: Matko” Mieczysław Fogg

MAMA

W twórczości wokalnej Mieczysława Fogga odnajdujemy utwór, który w dzisiejszym dniu zyskuje szczególnie na znaczeniu. Piosenka „Pieśń o Matce” stanowi wyraz szczególnej wdzięczności, nie tylko występującego na scenie warszawskiego teatrzyku Qui Pro Quo, czy Cafe Fogg piosenkarza. Utwór ten i dziś, w sercach wielu ludzi, wywołuje refleksję, zadumę nad naszym odniesieniem do mamy, które owocuje, zwłaszcza w dniu dzisiejszym jakże trafną refleksją: I wybrałbym najświętsze z wszystkich słów i rzekłbym: Matko.

O tym, jak wiele matka wnosi w życie rodziny i w ogóle, w życie każdego człowieka, nie trzeba nikogo przekonywać. Są jednak takie sytuacje, w których życie pisze trudny scenariusz w relacjach z matką. Wówczas, zamiast wesołego utworu, otrzymujemy O Matce pieśń, to pieśń przez łzy, to pieśń bez słów. Taki scenariusz napisało życie dorastającemu Karolowi Wojtyle.

Matkę straciłem jeszcze przed Pierwszą Komunią św. w wieku 9 lat i dlatego mniej ją pamiętam i mniej jestem świadom jej wkładu w moje wychowanie religijne, a był on z pewnością bardzo duży – pisał św. Jan Paweł II („Dar i Tajemnica”, Kraków 1996, s. 22). Przyszły papież, w chwili śmierci matki miał zaledwie dziewięć lat i chociaż słabo ją pamiętał, to jednak jej wizerunek towarzyszył mu aż do śmierci.

Zdjęcie swej matki Emilii Jan Paweł II trzymał na papieskim biurku w pałacu Apostolskim w Watykanie aż do śmierci. Identycznie medalion z wygrawerowaną czterolistną koniczyną, który zawsze miał przy sobie.

Emilia Wojtyła, po wcześniejszej stracie córki Olgi, obawiała się, że nie będzie w stanie mieć już więcej dzieci. Co czuła, kiedy dowiedziała się, że nosi pod sercem nowe życie? Z pewnością olbrzymią radość. Niestety, i ona została zakłócona przez diagnozę znanego wadowickiego ginekologa i położnika, który uznał, że ciąża jest zagrożona do tego stopnia, że matka nie będzie w stanie urodzić żywego dziecka. A jeżeli już zgodzi się na urodzenie, to z pewnością zrobi to kosztem własnego życia. Nie przeżyje pani tego porodu, proszę dokonać aborcji – oświadczył lekarz.

Matka z całą stanowczością, świadoma konsekwencji odmówiła. Później na świat przyszedł Karol, przyszły papież i święty Kościoła katolickiego – Jan Paweł II. Matkę przyszłego papieża zapamiętano w Wadowicach jako kobietę, która często przechadzała się po miasteczku z dziecięcym wózkiem. Liczni świadkowie potwierdzali, że Emilia Wojtyła, zwykła mawiać o swym synu: Zobaczycie, że mój mały Lolek będzie kiedyś wielkim człowiekiem.

W 1939 r. Karol Wojtyła pisze wiersz poświęcony mamie. Wojtyła wyraża w nim nie tylko tęsknotę, szacunek, ale szczerą i autentyczną miłość do zmarłej matki, którą nazywa zgasłym kochaniem. Wiersz nie stanowi kapitulacji autora wobec zagadnienia śmierci bliskiej mu osoby, ale jest wyrazem wiary, w miłość, mocniejszą niż śmierć.

Emilii – Matce mojej Karol Wojtyła, Kraków, wiosną 1939 r.

„Matka”

Nad Twoją białą mogiłą
białe kwitną życia kwiaty –
– o, ileż lat to już było
bez Ciebie – duchu skrzydlaty –

Nad Twoją białą mogiłą,
od lat tylu już zamkniętą,
spokój krąży z dziwną siłą,
z siłą, jak śmierć – niepojętą.

Nad Twoją białą mogiłą
cisza jasna promienieje,
jakby w górę coś wznosiło,
jakby krzepiło nadzieję.

Nad Twoją białą mogiłą
klęknąłem ze swoim smutkiem –
o, jak to dawno już było –
jak się dziś zdaje malutkiem.

Nad Twoją białą mogiłą,
o Matko – zgasłe Kochanie –
me usta szeptały bezsiłą:
– Daj wieczne odpoczywanie -”

Dzięki mamie Karola Wojtyły mogliśmy zobaczyć, że jej mały Lolek był nie tylko wielkim, ale i świętym człowiekiem. Kochane mamy, w dniu Waszego Święta, składamy wam życzenia słowami św. Jana Pawła II. Niech staną się one dla was radością i pokojem serca.

Dziękujemy ci, kobieto-matko, która w swym łonie nosisz istotę ludzką w radości i trudzie jedynego doświadczenia, które sprawia, że stajesz się Bożym uśmiechem dla przychodzącego na świat dziecka, przewodniczką dla jego pierwszych kroków, oparciem w okresie dorastania i punktem odniesienia na dalszej drodze życia („List Jana Pawła II do kobiet”, 1995).

(AD)

 

 

„Widząc Miłość, widzisz Trójcę” – św. Augustyn

Przechwytywanie

Zaglądając do „Katechizmu Kościoła Katolickiego”, przypominamy sobie, kluczową prawdę dotyczącą wiary, a którą stanowi tajemnica  Boga w Trójcy Świętej Jedynego. I tak w 261 punkcie „Katechizmu” czytamy, że: Tajemnica Trójcy Świętej stanowi centrum tajemnicy wiary i życia chrześcijańskiego. Tylko sam Bóg, objawiając się, może nam pozwolić poznać się jako Ojciec, Syn i Duch Święty.

Soborowa konstytucja „Dei Verbum” przypomina nam, że Bóg nie tylko chce objawiać się nam jako Ojciec, Syn i Duch Święty, ale pragnie również, w nadmiarze swej miłości, zwracać się do ludzi, jak do przyjaciół, żywiąc przy tym chęć do przebywania z ludźmi i ich problemami. „Dei Verbum” przypomina nam również, że ten Trójjedyny Bóg, zaprasza nas do wspólnoty ze sobą poprzez osobę Chrystusa. To właśnie dzięki Słowu Wcielonemu mamy dostęp do Ojca w Duchu Świętym (DV, 2). Dzięki temu nasza wiara zyskuje nie tylko wymiar wspólnotowy, ale i trynitarny.

Święty Augustyn poucza nas, że tajemnica Trójcy Świętej przekracza możliwości rozumu. Święty z Hippony, dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że rozum, w perspektywie wiary, musi uznać własne ograniczenia i zdać się całkowicie na darmową miłość Boga. Nie bez przyczyny rozważania nad istotą Trójcy Świętej, umiejscowił na płaszczyźnie miłości, nie wahając się powiedzieć wprost: Kiedy doszliśmy do miłości, o której Pismo Święte mówi, że to Bóg (l J 4,16), wówczas tajemnica rozjaśniła się nieco, gdyśmy dostrzegli triadę kochającego, przedmiotu jego umiłowania i samej miłości. Ta niewymowna światłość olśniewała nasz wzrok, a słabość naszego umysłu nie mogła tego dosięgnąć („De Trinitate” XV, VI,10).

Święty Augustyn przypomina nam, że wiara nie stoi w opozycji do rozumu, a wypracowana przez niego teologiczna formuła: fides quaerens intellectum  (wiara szuka rozumienia), pozostanie na zawsze aktualna. Augustyn wzywa rozum do uznania własnej ograniczoności i dania wiary wierze, która idzie w parze z jego rozszerzeniem. W tej perspektywie wiara stanowi drugie skrzydło ludzkiej egzystencji, na którym duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy („Fides et ratio, 1”).

Zgłębiając wspólnie ze św. Augustynem kwestie związane z tajemnicą Trójcy Świętej, szybko odkrywamy prawdę, że im bardziej zaczynamy zagłębiać się w to zagadnienie i rozumieć je, tym większą staje się ono dla nas zagadką. Dokładnie rozumiał to św. Augustyn, który swoje dzieło teologiczne „De Trinitate”, poświęcone Trójcy Świętej, pisał dwadzieścia lat.

Tradycja okolicznościom pisania przez Augustyna „De Trinitate”, przypisuje pewną pouczającą historię. Otóż, nasz Doktor Kościoła, w celu pogłębienia swej teologicznej refleksji nad tajemnicą Trójcy Świętej, wybrał się na nadmorski spacer. Przechadzając się po plaży, zobaczył chłopca, który do wykopanego przez siebie dołka, za pomocą niewielkiej muszelki, przelewał morską wodę. Czynność ta zaintrygowała Augustyna do tego stopnia, że nie omieszkał zadać dziecku pytania: Co ty robisz? W odpowiedzi miał usłyszeć od chłopca słowa: Jak widzisz, przelewam morze do dołka. Czy ty myślisz, że tą małą muszelką przelejesz to ogromne morze do tego maleńkiego dołka? – dopowiedział Augustyn. Chłopiec, w sposób rezolutny, nie wahał się dobitnie odpowiedzieć biskupowi: Prędzej ja przeleje tą muszelką całe morze do tego maleńkiego dołka, niż ty zrozumiesz tajemnicę Trójcy Świętej.

Wspomniana wyżej historia poucza nas, że nawet i biskup może odebrać od dziecka wykład z dogmatyki. W przypadku św. Augustyna, katecheza otrzymana od „młodocianego dogmatyka”, zaowocowała pewnością, że do misterium Trójcy Świętej podchodzi się zawsze z pokorą, której towarzyszyć powinna atmosfera modlitwy i głębokiego zdumienia nad kontemplowaną tajemnicą. Bo w końcu: Trójcę wszechmocną któż pojąć zdoła? Każdy o Niej mówi — ale czy naprawdę o Niej? Niewiele jest takich dusz, które — mówiąc o Niej — wiedzą, co mówią. Spierają się i walczą, a przecież tylko w pokoju można Ją zobaczyć. (…) Skoro jednak w tych trzech stanach wyśledzi wspólną podstawę i oznajmi mi to odkrycie, niech się nie ludzi, że już zrozumiał to, co przerasta wszelkie takie stany i jest niezmienne: niezmiennie istnieje, niezmiennie wie i niezmiennie chce. (… ) Któż to zdoła pojąć? Kto zdoła to wypowiedzieć? Któż się ośmieli taką rzecz rozstrzygnąć („Wyznania, XIII, 11,12”).

(AD)

Zabić Papieża

635355726400593395

13 maja 1981r doszło do jednego z najtragiczniejszych wydarzeń we współczesnej historii Kościoła katolickiego. Podczas audiencji generalnej na placu św. Piotra w Rzymie o godzinie 17:19 w stronę papieża Jana Pawła II zostały oddane strzały.

Zamachowcem, którego celem było uśmiercenie papieża Polaka był pochodzący z Turcji Mehet Ali Agca. Kule trafiły Jana Pawła II w brzuch oraz rękę. Śledztwo przeprowadzone w tej sprawie wykazało, że zamachowiec mierzył w głowę papieża. W tym czasie Jan Paweł II schylił się wtedy do małej dziewczynki i wziął ją na ręce. Agca opóźnił oddanie strzału prawdopodobnie dlatego, że dziewczynka którą trzymał papież, lekko go przysłoniła, co uniemożliwiło zamachowcowi dokładne wycelowanie. Ranny papież osunął się w ramiona Stanisława Dziwisza, który pełnił wtedy rolę sekretarza. Po przewiezieniu do szpitala papieża Polaka poddano operacji która trwała sześć godzin. Niestety, rany wywołane przez kule sprawiły, iż papież nigdy do zdrowia nie powrócił.

To nie mogło być wyłącznie szczęście

Jan Paweł II wielokrotnie podkreślał, że swoje ocalenie zawdzięczał nie tylko szczęściu. Jak sam mówił Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulę. Wielu wiernych dostrzegło związek tych wydarzeń z pierwszym objawieniem fatimskim, które również miało miejsce 13 maja. Po tych wydarzeniach zmodernizowano pojazd którym poruszał się Biskup Rzymu między innymi poprzez odpowiednie jego opancerzenie. Warto zaznaczyć, iż po złapaniu i osadzeniu zamachowca Jan Paweł II spotkał się z nim w celi, wybaczając mu ten czyn.

 

Imperium Radzieckie kontratakuje

Istnieje wiele teorii na temat przyczyn zamachu. Ali Agca w czasie przesłuchać podawał wiele wzajemnie wykluczających się wersji. Do jednej z nich należał „ślad bułgarski”, który sugerował, ze udział w spisku brały służby specjalne Ludowej Republiki Bułgarii działające na zlecenie ZSRR. W tym czasie aresztowano również Sergieja Antonowa, którego jednak uniewinniono z powodu braku dowodów.

W 1985 roku w raporcie przygotowanym przez CIA znalazła się opinia, iż najprawdopodobniej to Związek Radziecki zlecił i zorganizował zamach. Okazało się jednak, iż śledztwo prowadzone przez amerykański wywiad mogło być ustawione, tak by skierować winę właśnie na ZSRR. Dochodzenie przeprowadzone przez dziennikarkę włoskiego czasopisma „La repubblica” dowodziło, iż za zamachem stała skrajna turecka organizacja terrorystyczna o nazwie „Szare Wilki”.

Do dziś nie wiadomo kto i dlaczego chciał targnąć się na życie papieża Polaka. Wiadomo jednak, że zamach ten nie doszedł do skutku i stał się świadectwem  działania boskiej opatrzności.

Św. Stanisław. Najbardziej wojowniczy z patronów Polski.

O urodzonym w Szczepanowie Stanisławie można pisać naprawdę wiele. Jego postawa przyczyniła się do zorganizowania od nowa metropolii gnieźnieńskiej. Podjął również działania, które miały na celu ukoronowanie Bolesława Szczodrego, który koniec końców skazał biskupa na śmierć…

 

Święty Stanisław jest głównym patronem Polski. O kanonizację biskupa męczennika zabiegało wiele osobistości średniowiecznej Polski m.in. biskup krakowski Iwo Odrowąż, św. Kinga i Bolesław V Wstydliwy. Stanisław został wyniesiony na ołtarze 8 września 1253 r. przez papieża Innocentego IV. Jego wspomnienie w Kościele obchodzone jest 11 kwietnia, w dniu śmierci męczennika. Jednak w Polsce Uroczystość św. Stanisława przypada 8 maja (podniesienie relikwii w Polsce). W tym roku, z uwagi na Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, jaka wypadła w niedzielę 8 maja, Uroczystość św. Stanisława obchodzimy 9 maja.

 

Historycy nadal toczą batalię o ustalenie daty narodzin św. Stanisława. Zgodnie z tradycją przyjmuje się, iż przyszedł on na świat w 1030 r. w miejscowości Szczepanów. Rodzicom przyszłego biskupa zależało, aby syn uzyskał dobre wykształcenie. Wysłali go zatem do gnieźnieńskiej szkoły katedralnej, a następnie do Francji lub Belgii. Stanisław zasłynął jako kaznodzieja oraz misjonarz Małopolski. Pracował również w kancelarii biskupa krakowskiego Lamberta, który dostrzegając potencjał w młodym Stanisławie, uczynił go swoim następcą. Po śmierci Lamberta został ordynariuszem diecezji, a w 1072 r. za zgodą księcia Bolesława Szczodrego został konsekrowany na biskupa krakowskiego.

Biskup jak się patrzy

Okres posługi biskupiej Stanisława zaliczany jest do najświetniejszych za panowania dynastii Piastów. Stanisławowi udało się sprowadzić legatów rzymskich, którzy pomagali przy tworzeniu struktur Kościoła katolickiego w Polsce. Niewątpliwe największym sukcesem biskupa było zorganizowanie od nowa metropolii gnieźnieńskiej. Dzięki temu zabiegowi ustały bowiem pretensje metropolii magdeburskiej do zwierzchnictwa nad diecezjami polskimi. Święty Stanisław wspierał także Bolesława Szczodrego w jego staraniach o koronę w 1075 r.  Biskup krakowski bardzo czynnie włączał się w proces ewangelizacji ziem polskich. Wspierał powstawanie i umacnianie klasztorów benedyktyńskich.

Śmierć jak kromka chleba…

Kilka lat po lobbowaniu na rzecz koronowania Bolesława Szczodrego biskup popadł w konflikt z królem. Powody waśni do dziś owiane są tajemnicą. Według przekazu Galla Anonima, król skazał Stanisława na śmierć z powodu zdrady. Niektóre źródła wskazują, że biskup wspierał swoją działalnością możnowładców, którzy dążyli do zdetronizowania Bolesława Szczodrego. Przekaz, który najsilniej umocnił się w tradycji, podaje, iż Stanisław upominał króla za niewłaściwe postępowanie wobec poddanych oraz za publiczne prowokowanie do zgorszenia. W kronikach Mistrza Wincentego, możemy odnaleźć informację o tym, iż biskup groził Bolesławowi klątwą oraz ekskomuniką. Ostatecznie konflikt zakończył się… Męczeńską śmiercią biskupa Stanisława.

Silny za życia, niezniszczalny po śmierci 

Kult św. Stanisława rozpoczął się w momencie przeniesienia jego relikwii w 1088 r. do katedry krakowskiej. W późniejszym czasie powstała nawet legenda łącząca rozbicie dzielnicowe z rozczłonkowaniem ciała biskupa. Rozbicie dzielnicowe państwa polskiego miało być karą za czyn świętokradczy, bowiem za taki uważano zamordowanie biskupa. Wierni przez wiele lat oczekiwali cudu zjednoczenia państwowego, który miał się dokonać za wstawiennictwem św. Stanisława, jako patrona zjednoczenia. Ostatecznie ziemie polskie zostały złączone przez Władysława Łokietka w 1320 r.